RECENZJA – Liga Sprawiedliwości (2017)

KINÓWKI.plNie ta liga

Wydawałoby się, że entuzjastyczne przyjęcie Wonder Woman przywróciło wiarę w kinowe uniwersum DC i wielu widzów z nadzieją wypatrywało Ligii Sprawiedliwości. Oczywiście jeszcze długo przed premierą przewijały się newsy o problemach przy produkcji, ale pierwsza zajawka z zeszłorocznego Comic-Conu ostudziła część obaw. Warner postanowił, wzorem Marvela, zmienić ton franczyzy na bardziej przystępny i rozrywkowy. Zniknęły więc pompatyczne dialogi na rzecz humoru i całkiem zgrabnych one-linerów. Machina marketingowa ruszyła i do pewnego momentu działała całkiem sprawnie. Właściwie przez kilka dobrych miesięcy. W maju tego roku Zack Snyder, w związku z rodzinną tragedią, opuścił plan zdjęciowy, a jego obowiązki przejął Joss Whedon. Decyzja okazała dość kontrowersyjna, bowiem Ligę Sprawiedliwości miał kończyć reżyser dwóch części Avengers. Czasu na dokrętki było niewiele, a tak nagła zmiana mogła odbić się na jakości filmu. Zatem, czy marvelowski duch sprawdził się w ponurym świecie herosów DC?

Czytaj dalej

Reklamy

RECENZJA – Blade Runner 2049 (2017)

KINÓWKI.plRenesans cyberpunku

Po rewelacyjnym Nowym początku, Denis Villeneuve na dobre zanurzył się w nurcie science-fiction, ale o ile tam zmierzył się z minimalistyczną historią o kontakcie z obcą rasą, o tyle teraz podjął się o wiele trudniejszego zadania. Blade Runner Ridleya Scotta, pomimo 35 lat na karku, to wciąż dzieło ponadczasowe, które wprowadziło cyberpunk do kultury audiowizualnej. Choć film nie okazał się kasowym sukcesem (zarobił zaledwie 33 mln dolarów w USA), to jego kanoniczność z biegiem czasu uległa wzmocnieniu, nie tylko dzięki oddanym miłośnikom gatunku. Scott na przełomie tych kilku dekad wypuścił dwie wersje reżyserskie (kolejno w 1992 oraz 2007 roku), ścieżka dźwiękowa autorstwa Vangelisa stała się kanwą wielu reinterpretacji, a w 1997 roku pojawiła się nawet gra komputerowa, wyprodukowana przez Westwood Studios. Oczywiście Blade Runner nie zaistniałby bez literackiego pierwowzoru Phillipa K. Dicka i choć reżyser Ósmego pasażera Nostromo wykorzystał w obrazie jedynie niektóre motywy i postacie, to zachował filozoficzną głębię powieści. Villeneuve przy kręceniu kontynuacji musiał więc zmierzyć się zarówno z kultowym statusem marki, jak i oczekiwaniami fanów. Na całe szczęście okazał się człowiekiem na właściwym miejscu.

Czytaj dalej

RECENZJA – Wonder Woman (2017)

KINÓWKI.plAmazonka z klasą

Po superwtopach, jakimi okazały się Batman v Superman i Legion samobójców, Warner prężnie wziął się za promocję kolejnych filmów spod szyldu DCEU. Studio podsyca widzów spotami Ligii sprawiedliwości, pojawiają się coraz to nowe informacje o Aquamanie oraz Flashu (lwia część związana – a jakże – z problemami produkcyjnymi), ale zanim poznamy początki kolejnych postaci z tego uniwersum, Patty Jenkins (Monster) postanowiła opowiedzieć historię pewnej heroicznej Amazonki. Wonder Woman miał być ratunkiem dla studia – klasycznym być albo nie być dla filmowego DC, które co prawda ma grono oddanych zwolenników (o czym świadczą wyniki boxoffice’u), ale mimo to potrzebowało obrazu niebędącego przy tym artystyczną klapą. Czy Patty Jenkins udźwignęła tak silną – nie tylko fizycznie, ale też ideowo – superbohaterkę?

Czytaj dalej

RECENZJA – Obcy: Przymierze (2017)

KINÓWKI.plZerwane przymierze

Na wstępie warto jest wypunktować, co zaważyło o sukcesie serii o Obcym, gdyż będzie to miało istotne znaczenie przy ocenie końcowej tegorocznej produkcji Ridleya Scotta. Po pierwsze, wyrazista główna bohaterka, która czterokrotnie stawała w szranki z tytułowym monstrum. Ellen Ripley, grana przez Sigourney Weaver, do tej pory jest wzorem silnej kobiecej protagonistki. Po drugie, każdy film z klasycznej tetralogii* – choć nie zawsze tak udany jak dwie pierwsze części – konsekwentnie rozwijał świat przedstawiony, sięgał po różne gatunki filmowe i wyróżniał się osobliwym klimatem. I po trzecie, najważniejsze, Obcy wzbudzał przerażenie, kiedy krył się w ciemnościach, a jego pochodzenie pozostawało tajemnicą. Scott już w Prometeuszu, będącym prequelem serii,  starał się wyjaśnić pochodzenie Ksenomorfów** i choć film trudno jest nazwać udanym (głównie przez luki fabularne i absurdalne zachowania poszczególnych postaci), to przynajmniej starał się wiarygodnie poszerzyć mitologię świata. Pięć lat później reżyser postanowił kontynuować genezę stwora, tworząc coś na wzór pomostu prowadzącego do Ósmego pasażera Nostromo.

Czytaj dalej

RECENZJA – Maja Lidia Kossakowska, „Bramy Światłości tom 1” (2017)

bramy-swiatlosci-tom-1-b-iext47171332Anielski orszak

Cykl Zastępów Anielskich Mai Lidii Kossakowskiej jest obecnie uważany za kanon polskiej fantastyki. Autorka stworzyła bardzo wiarygodny, a przy tym też przewrotny świat, w którym aniołowie – pozbawieni obecności Boga – nie stronią od używek, wchodzą w układy, klną jak szewc i generalnie niewiele się różnią od swoich braci z Głębi. Wizja ta wyraźnie odbiegała od biblijnego szablonu, koncentrując się na świeckim ujęciu. Zbiór opowiadań w postaci Żaren niebios wprowadzał zarys konfliktu skrzydlatych, a Siewca Wiatru kontynuował tę koncepcję. Autorka wprowadziła bogatsze opisy przyrody i architektury, a całą historię oparła na intrygach, przyjacielskich więziach oraz klasycznej walce dobra ze złem. Sama konstrukcja świata przedstawionego, opierała się natomiast na autentycznych źródłach angelologicznych. Podzielony na dwa tomy Zbieracz Burz pokazał za to gatunkową wszechstronność pisarki – powieść lawirowała na granicy thrillera szpiegowskiego, powieści grozy, a nawet bohaterskiego eposu, zgrabnie wkomponowanego w finałowych rozdziałach. Po siedmiu latach przerwy pisarka postanowiła wskrzesić swoją sagę. Pierwsza część Bram Światłości powraca do eksploracyjnego charakteru cyklu i odkrywa przed czytelnikiem nieznane dotąd terytoria uniwersum Kossakowskiej.

Czytaj dalej

RECENZJA – Nowy początek (2016)

KINÓWKI.plNowe początki, wielkie horyzonty

Polski tytuł nowej produkcji Denisa Villeneuve (w oryginalnym tłumaczeniu Arrival oznacza Przybycie) kieruje  w stronę widza niezamierzony metakomunikatywny przekaz. Nowy początek może się odnosić nie tylko do fabularnej klamry filmu, ale też do zmian, które czekają na reżysera Sicario oraz Labiryntu. Po surrealistycznych produkcjach oraz ponurych thrillerach, Villeneuve postanowił zanurzyć się w klimatach science-fiction, a za cel obrał sobie adaptację utworu, wielokrotnie nagradzanego*, Teda Chianga. Pierwowzorem Nowego początku jest opowiadanie Historia twojego życia, ukazujące kontakt z obcą cywilizacją poprzez przełamywanie barier lingwistycznych. Trzeba przyznać, że taka koncepcja – choć nowatorska na papierze – mogła być trudna do przełożenia w filmie. O ile opowiadanie było przesiąknięte naukowym żargonem (co nie sprawdziłoby się na ekranie), o tyle jego interpretacja skupia się na nieco innych elementach. Więcej tu empirycznych doświadczeń, a sam kontakt ma bardziej globalny zasięg. Poza tym o wiele lepiej został też zaakcentowany metafizyczny wydźwięk utworu.  Takim sposobem z części składowych opowiadania Chianga powstał kameralny i refleksyjny dreszczowiec science-fiction.

Czytaj dalej

RECENZJA – Siedem minut po północy (2016)

monstercallsKiedy słowa stają się obrazem

Przed lekturą ekranizacji warto zapoznać się z recenzją książkowego pierwowzoru Patricka Nessa, którą można znaleźć TUTAJ.

Nie ukrywam, że miałem niemałe oczekiwania wobec filmowej odsłony Siedmiu minut po północy. Książkę uznaję za jedno z najważniejszych dzieł literatury młodzieżowej XXI wieku, która bezbłędnie obrazuje psychologię dziecka w obliczu osobistej tragedii. Wielopoziomowa narracja – łącząca w sobie elementy baśni oraz powieści psychologicznej – pozwalała wniknąć w fantazję głównego bohatera, a w konsekwencji też poznać jego traumy i obawy, które z czasem doprowadziły go do wewnętrznego katharsis. Siłą książki były także wrażenia pozaliterackie, które pogłębiały sugestywne grafiki Jima Kaya – czarno-białe, skąpane w cieniu, działające na wyobraźnię czytelnika. Juan Antonio Bayona, reżyser ekranizacji, miał zatem bardzo trudne zadanie – musiał odejść od mrocznej stylistyki rysunków i pokazać całą akcję w świetle obiektywu. Patrick Ness natomiast, scenarzysta i autor pierwowzoru, odważył na zrekonstruowanie swojego dzieła – dopisał kilka scen, skupił się na nieco innych aspektach opowieści. Sztuka ta udała się obydwu panom wyśmienicie, bowiem Siedem minut po północy to nie tylko jedna z najwierniejszych współczesnych ekranizacji, ale też część składowa historii, która zgrabnie domyka literacki pierwowzór.

Czytaj dalej