Muzyczna warownia Geralta AD 2016

Już dawno nie było tak udanego roku dla muzyki progresywnej. I choć starałem się słuchać – dosłownie – wszystkiego, co mi wpadło do odtwarzacza, to i tak mój ranking zamknęły głównie wydawnictwa z tej sfery muzycznej. W tegorocznej warowni przewinęło się wiele nowych grup, które debiutowały nie tylko na moich playlistach, ale też na rynku muzycznym. Powrócił do mnie okres odkrywania, co przypomniało mi o czasach mojego muzycznego rozkwitu. Nie ukrywam, że miło było od czasu do czasu poczuć się jak zajarany nastolatek. Poza tym w podsumowaniu znalazło się zatrzęsienie cięższych brzmień, odrobina klasycznego prog rocka, a do pierwszej trójki trafiły – i mówię to z pełnym przekonaniem – jedne z najważniejszych wydawnictw ostatnich lat. Nie zabrakło też zarówno polskich, jak i egzotycznych akcentów – generalnie w tym roku skaczę po różnych „terenach”, choć wyraźnie zdominowanych przez amerykańskie grupy. Zaczynamy zatem iście po teksańsku… z domieszką metalowej „zagłady”.

over-granserKadr z klipu Över Gränsen Garmarny

Możecie też zapoznać się z moimi wcześniejszymi podsumowaniami:

AD 2013 (ProgRock.org)
AD 2014 (ProgRock.org)
AD 2015 (Blisko Kultury)


Czytaj dalej

TOP 5 – Rok Geeków – Najgorsze filmy 2016 roku (+ serialowe podsumowanie)

W tym roku postanowiłem swój ranking filmowy na dwie części. W czołówce znalazły się m.in. produkcje, które nie zostały zbyt dobrze wypromowane w Polsce, a które chciałem przybliżyć moim czytelnikom. Stąd też – by sztucznie nie wydłużać obszernego już artykułu – zdecydowałem się na dwuczęściową formę Roku Geeków. W tym rankingu zajmę się największymi wpadkami ostatnich miesięcy i mimo to, że nie wszystkie zasługują na przysłowiowe „pały”, to wypada przed nimi przestrzec nie tylko Was, ale i przyszłe pokolenia. Tradycyjnie nie obeszło się bez kalania dobrych marek,  niezamierzonych parodii, wyżyn monotonii i – rzecz jasna – nie mogło zabraknąć Nicolasa Cage’a. Zaczynamy!

youdontsay-art

Praca autorstwa Olgi Shvartsur


Czytaj dalej

TOP 5 – Rok Geeków – Najlepsze filmy 2016 roku

Poprzednie podsumowanie określiłem mianem Filmowego Roku Nostalgii ze względu na ilość – mniej lub bardziej udanych – powrotów do kultowych serii oraz mody na gloryfikację stylistyki lat 80. Natomiast 2016 rok zdecydowanie należał do uniwersów – Marvel zaliczył najlepszy okres w swojej historii, DC pod silną presją Warnera (nieudolnie, choć z zapałem) buduje własną franczyzę, a fani Gwiezdnych wojen wypatrują ciągle przybywających newsów o kolejnych częściach z serii. Był to także bardzo dobry czas dla kina grozy – Fede Alvarez (twórca remake’u Martwego zła i Nie oddychaj) powoli zaczyna wbijać się w kręgi kanonicznych twórców horroru, a Koreańczycy mogą pochwalić się dwoma bardzo świeżymi produkcjami z tego nurtu (o tym nieco później). Wyłaniają się też utalentowani debiutanci, a wśród nich prym wiedzie Robert Eggers, który po Czarownicy… został wybrany na reżysera nowego Nosferatu. Poza tym cieszy mnie zeszłoroczny rozkwit polskiego kina. Prócz oczywistych wyborów pokroju Ostatniej rodziny czy Wołynia polecam także sięgnąć po Baby Bump Kuby Czekaja. Film wyłamuje się z historyczno-dramaturgicznej otoczki, która od lat dominuje wśród rodzimych produkcji. To, utrzymana w duchu kina Davida Cronenberga, opowieść o dojrzewaniu – odważna, odrealniona i niezwykle zabawna. Czemu zatem Baby Bump nie znalazł się w moim rankingu? Konkurencja była silna, ale nie zmienia to faktu, że warto (a nawet wypada) sięgnąć po pełnometrażowy debiut Czekaja (stąd też ta nieco dłuższa wzmianka o jego filmie). Niestety brak czasu nie pozwolił mi na nadrobienie kilku wyczekiwanych przeze mnie premier, dlatego nie zdziwcie się, jeśli w rankingu nie pojawi się Nowy początek, Przełęcz ocalonych czy Siedem minut po północy.

deadpool

Po raz kolejny oscarowe produkcje znalazły się poza moją czołówką – taki ze mnie „hipster”!  Lubię zwracać uwagę na mniej znane nazwiska, szukać czegoś niekonwencjonalnego w kinie, ale mimo wszystko – jak pewnie się domyśliliście śledząc mój blog – moja dusza komiksowego fana raduje się widząc wspaniałą kondycję marvelowskich adaptacji.  I tym sentymentalnym akcentem zaczynamy zeszłoroczne podsumowanie w kinie, które tym razem pozwoliłem sobie określić mianem Roku Geeków*.


Czytaj dalej

MIKAEL ÅKERFELDT I SPÓŁKA, czyli Opeth oczyma Geralta i Lupusa

OpethO fenomenie szwedzkiego Opeth mówi się od lat, jednak rzadko kiedy bierze się na warsztat ich dyskografię w sposób kompleksowy. Trudno jest pisać krytycznie (nie mylić z krytykancko) o tak wpływowym zespole dla współczesnego prog/death metalu. Zanim jednak przejdę do rankingu, kilka słów wstępu i prywaty. Wszystko zaczęło się jesienią 1990 roku w Sztokholmie. Nazwa grupy została zaczerpnięta z powieści Ptak Słońca Wilbura Smitha i w dosłownym tłumaczeniu oznacza Księżycowe Miasto. W książce było to starożytne miasto Fenicjan, znajdujące się w Botswanie. Warto także wiedzieć, że założycielem zespołu nie był  Mikael Åkerfeldt, a David Isberg, który przez wzgląd na „różnice artystyczne” opuścił skład i zostawił wszystko temu pierwszemu. Opeth jest więc „adoptowanym dzieckiem”, które obecny lider obdarzył wielką miłością. Ja natomiast nie od razu polubiłem się z Opeth. Za dzieciaka fascynowałem się zarówno jazzem, jak i metalem, ale Morningrise – pierwszy album Szwedów, jaki usłyszałem – z miejsca poszedł w odstawkę. Najwidoczniej musiałem dojrzeć do ich muzyki. Po wydaniu Watershed w 2008 roku i jakieś 10 lat po wyżej wspomnianym rozstaniu postanowiłem dać im drugą szansę. Sięgnąłem po Still Life, Blackwater Park, Ghost Reveries i w końcu coś zaiskrzyło, choć było to świeże zauroczenie. Prawdziwy romans przyszedł dopiero po wydaniu Heritage, ale o tym przeczytacie już w dalszej części artykułu.

To mój trzeci tekst (drugi na Blisko Kultury) napisany wraz z innym, równie zapalonym, muzykofilem. Wcześniej były to relacje, a teraz wraz z Krzyśkiem ‘Lupusem’ Śmiglakiem, naczelnym serwisu Lupus Unleashed, przygotowaliśmy podwójną podróż po dyskografii Opeth.

By zapoznać się z drugim rankingiem wystarczy kliknąć w poniższe logo:

14112112_1174101455970112_718643884_n.png


Czytaj dalej

Muzyczna warownia Geralta AD 2015

Mats l. Photography

Jim Grey (Caligula’s Horse/Arcane), Mats L. Photography

Jak co roku przenosimy się do mojej warowni, w której tym razem dominowało metalowe granie, choć nie zabrakło też powrotów oraz niespodzianek z zupełnie innych płaszczyzn muzycznych. Gdzieś do września dużo marudziłem, bowiem ciężko mi było znaleźć album godny pierwszego miejsca. Całe szczęście ostatni kwartał zaskoczył mnie wylewem wyśmienitych wydawnictw, które – w większości – znalazły się w mojej czołówce. Ranking, choć mniej różnorodny względem roku poprzedniego, jest kompletny i żal mi tylko dwóch albumów, które nie zmieściły się w mojej TOP’ce, a o których wspomnę pod koniec. W tym roku wyjątkowo cicha okazała się polska scena progresywna (niestety nowy Riverside mnie nie zachwycił) na korzyść australijskiego grania, ale o tym przeczytacie już w moim podsumowaniu.

10628056_1529076727328562_1517222227356598166_n

Kenn Nardi (Anacrusis)

Jeśli chcecie zapoznać się z moimi wcześniejszymi podsumowaniami zapraszam na stronę serwisu ProgRock.org:

Muzyczna warownia AD 2014
Muzyczna warownia AD 2013

Czytaj dalej

TOP 5 – Filmowy Rok Nostalgii – Najlepsze i najgorsze filmy 2015 roku

512670.1W porównaniu do roku poprzedniego, który okazał się jednym z lepszych okresów dla kinematografii od około dekady, ten był wyjątkowo stonowany – zarówno w formie, jak i ilości gorących premier. Nie mówię tu wyłącznie o długo wyczekiwanych blockbusterach pokroju drugiej części Avengers, Spectre czy Jurassic World, ale też o bardziej artystycznych produkcjach wypuszczonych głównie w listopadzie/grudniu. W końcu o Oscary ktoś musi powalczyć. Większości tych filmów (m.in. The Danish Girl, Brooklyn, The Big Short) nie udało mi się jeszcze obejrzeć, ale nadrobię to przy najbliższej okazji. Wracając… W tym roku nie zabrakło wielkich powrotów, imponujących debiutów oraz niespodzianek, ale – może prócz dwóch filmów, które znalazły się w moim rankingu – nie obfitował w kino oryginalne i przełomowe dla danego gatunku. Nie ma w tym oczywiście niczego złego, bowiem od kilku miesięcy unosi się w kinie (szczególnie zagranicznym) duch sentymentalizmu. Dlatego też pozwoliłem sobie rok 2015 nazwać Filmowym Rokiem Nostalgii.

W moim rankingu celowo pominąłem Whiplash i Birdman, które dane mi było obejrzeć jeszcze przed AD 2015, a które miały premierę w Polsce z dużym poślizgiem. Koniec końców, kto jeszcze nie obejrzał obydwu produkcji, powinien po nie sięgnąć.

Czytaj dalej

TOP 5 – Progresywne albumy z Australii, które powinieneś przesłuchać w tym roku

Teraz Australia!

Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami rozkwitu australijskiej sceny progmetalowej, która z roku na rok coraz bardziej zyskuje uznanie na całym świecie. Kilka lat temu znałem wyłącznie Virgila Donatiego (do tej pory jest moim ulubionym bębniarzem), który – chcąc nie chcąc – udziela się głównie w euro-amerykańskich projektach. Z czasem jednak odkryłem Teramaze, Karnivool, jak również projekty Jima Grey’a – Caligula’s Horse oraz Arcane. Trzeba przyznać, że tamtejsza scena nie cierpi na brak kreatywności (szczególnie w ujęciu muzyki progresywnej), ale by ją dokładnie omówić potrzebuję jeszcze trochę czasu. Artykuł o australijskim prog metalu jest obecnie w fazie researchu. Tymczasem, w ramach zachęcenia, przygotowałem dla Was ranking pięciu najlepszych albumów z Krainy Kangurów, jakie udało mi się usłyszeć w tym roku. Zaczynamy!

TeramazeHerHalo

Czytaj dalej