[RECENZJA] Nonamen – Interior’s Weather (2018)

IW_NONAMEN_1450WPNG

Prognoza na przyszłość

Cztery lata trzeba było czekać na następcę Obsession, debiutanckiego długograja Nonamen. W tym czasie krakowianie przechodzili rozmaite perturbacje, przez które zawiesili swoją działalność koncertową. Kiedy wszystko zaczęło chylić się ku końcowi, Maciej Dunin-Borkowski – gitarzysta i lider formacji – postanowił dać grupie kolejną szansę. Zebrał większą część składu – tj. Edytę Szkołut (wokal) i  Grzegorza Janigę (bas) – do współpracy zaprosił Martę Rychlik-Stanulę, która (dosłownie i w przenośni) przejęła skrzypce po Agnieszce Reiner, a sam z kolei zajął się programowaniem perkusji oraz produkcją nowego materiału. Maciej w pocie czoła pracował w swoim Tentacles Studio, by wyrobić się z premierą krążka jeszcze przed końcem roku. I tak 24 grudnia, w Wigilię, światło dzienne ujrzy Interior’s Weather, który – jak sugeruje sam zespół – może okazać się ich ostatnim pożegnaniem.

Liryczny koncept albumu może przywodzić na myśl Weather Systems Anathemy, jednak w porównaniu do Daniela Cavanagh, Edyta Szkołut koncentruje się na mroczniejszej stronie ludzkiej natury. Zjawiska pogodowe są tu więc alegorią kondycji współczesnego człowieka, dlatego też teksty etapowo oddają różne stany emocjonalne – od apatii, poprzez eskalację nienawiści, aż po absolutną bezradność. Ta wizja moralnej dekadencji ma w sobie znamiona koncepcji apokaliptycznych, co wiąże się po części – świadomie czy nie – z obecnym wizerunkiem grupy, znajdującym się na granicy upadku.

Nonamen na tegorocznym wydawnictwie odszedł bowiem od symfoniczno-metalowej estetyki na rzecz bardziej ekstremalnych struktur. Materiał jest więc cięższy od swojego poprzednika, ale nie znaczy to wcale, że pozbawiono go oddechu. Doskonale słychać to już na rozpoczynającym The Rain. Do akustycznych partii gitar (za które odpowiada Edyta Szkołut), dołączają kolejno syntezatory, wokal oraz skrzypce, a w całym utworze czuć gęstą, iście transową atmosferę. Po pomoście w postaci The Silence Before – przedstawionym w formie ostrzeżenia o załamaniu pogodowym – grupa powoli zmierza w stronę prawdziwego oka cyklonu. Już na starcie The Storm (Ab Ira) zaskakuje blackowymi wpływami – pędzące riffy oraz growl (!) Edyty oddają narastający chaos, a idealnym kontrapunktem w całym konstrukcie okazują się skrzypce. Co więcej kompozycję wieńczy wyśpiewane Ab Ira (pol. z gniewu), uzupełnione o nośne wokalizy. które wprowadza do utworu elementy muzyki etnicznej. The Eye of the Storm podtrzymuje ten ton, choć w porównaniu do poprzednika, ma bardziej przystępniejszą budowę – to dobry wybór na pierwszy singiel. Tuż po The Silence Before, czyli kolejnej pauzie, grupa na dziesięć minut wkracza do mgły. The Fog uderza w doommetalowe nastroje przywodzące na myśl dokonania Candlemass i Black Sabbath. Kompozycja rozwija się powoli, ma oszczędną melodykę, ale dzięki takim zabiegom staje się doświadczeniem niezwykle onirycznym. W D.E.W. grupa powraca do sensytywnych dźwięków z początku albumu. Akustyczny wstęp (nieco w klimacie Opeth), podparty harmonijnymi smyczkami,  zamyka krążek w zgrabnej kompozycyjnej klamrze. Nie do końca za to wybrzmiał sam finał utworu – rozpoczęty wysokimi rejestrami (odrobinę przekombinowanymi), potem zaś bezcelowo ożywiony przez gitary i przesterowane wokale.

Grupa wraz z Interior’s Weather zrobiła ogromny krok w przód. Przewartościowała swoje inspiracje, sięgnęła po bardziej klasyczne formy metalu, a całość zamknęła w przemyślanym koncepcie lirycznym. Zmiana tożsamości znacząco wpłynęła też na prezencję Edyty Szkołut. Z Obsessions można było wynieść co najwyżej jej osobliwą barwę, bo tak po prawdzie w tak przeładowanym materiale trudno było jej się wykazać. Za to na nowym albumie pokazuje szerokie spektrum barw – od czystych i subtelnych partii, aż po growl, a nawet scream. Na ten moment wokalistka naprawdę dobrze prosperuje i w przyszłości może jeszcze namieszać, o ile ktoś – czy Nonamen, czy inna formacja – da jej taką możliwość.

Nowe dzieło krakowian może i jest krótkie, brakuje w nim partii solowych, a od strony realizacyjnej nie przebija się ponad pewien standard, ale mimo to okazuje się poważną kontralternatywą dla innych wydawnictw z rodzimego nurtu, szczególnie tych nastawionych na nastroje retro. Obok Votum czy HellHaven – w którym swoją drogą Maciej też grał – to obecnie jedna z najprężniej rozwijających się grup na polskiej scenie metalowej. Byłoby więc wielką stratą, gdyby Interior’s Weather okazał się ich ostatnim dechem. Miejmy nadzieję, że przyszłe prognozy okażą się dla zespołu nieco bardziej korzystne.

7+/10

nonamen_band2018_1


Za udostępnienie płyty na potrzeby recenzji dziękuję Maciejowi Duninowi-Borkowskiemu.

Reklamy

Jedna myśl na temat “[RECENZJA] Nonamen – Interior’s Weather (2018)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s