[PODSUMOWANIE] Filmoteka Geralta AD 2017 – NAJLEPSZE FILMY ROKU

Przed rozpoczęciem lektury zachęcam do zapoznania się z rankingiem 10 najgorszych filmów 2017.

Powoli zbliżam się do końca moich podsumowań, a kończę go listą dziesięciu najlepszych filmów minionego roku. Trzeba przyznać, że już dawno nie było tak udanego czasu dla kina i ogromnym dla mnie problemem było – no, może poza stałą od kilku miesięcy trójką – wybranie większości pozycji do poniższego rankingu. Przekrój gatunkowy będzie w nim szeroki – od horrorów, komedii, czy kina sci-fi, aż po ambitniejsze obrazy, które pojawiły się w polskim kinie z niemałym poślizgiem. Niestety zabrakło mi czasu na nadrobienie większości – podobnież rewelacyjnych – polskich produkcji, które święciły triumfy na festiwalu w Gdyni. Te, które widziałem okazały się albo niewypałami (Pokot, Amok), albo filmami przeciętnymi (Powidoki, Konwój), choć zdarzały się również małe wyjątki (Twój Vincent, Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej), ale nawet te ostatnie nie załapały się do mojego rankingu. Nie przedłużając, przychodzimy więc do części „oficjalnej”. Przypominam, że w podsumowaniu brane były pod uwagę wyłącznie filmy, które w 2017 roku trafiły do polskiej dystrybucji (tj. do kina, na DVD i Blu-Ray lub na platformy streamingowe), a zaczynam go od pozycji nieco „pokrzywdzonych” oraz miejsca honorowego.

Thor
Jak widać na załączonym obrazku, Thor jest zadowolony ze swojego miejsca w rankingu.


Nie załapały się do rankingu, ale WARTO obejrzeć:

Czerwony żółw, reż. Michael Dudok de Wit;
Milczenie, reż. Martin Scorsese;
Zaginione miasto Z, reż. James Gray;
Opowieści o rodzinie Meyerowitz (utwory wybrane), reż. Noah Baumbach;
Spider-Man: Homecoming, reż. Jon Watts;
Obdarowani, reż. Marc Webb;
LEGO Batman: Film, reż. Chris McKay;
To przychodzi po zmroku, reż. Trey Edward Shults.


26995176_1614521501925092_1309038095_nMIEJSCE HONOROWE:
To,
reż. Andres Muschietti

Nie ukrywam, że pierwsza adaptacja z – bardziej zabawnym, aniżeli strasznym – Timem Currym nieszczególnie mnie porwała i nawet w dzieciństwie nie miałem po jej obejrzeniu żadnych traum. Pierwowzór literacki Stephena Kinga, nawet pomimo wielu dziwactw, to wciąż kanon horroru, a tak olbrzymie tomisko (liczące przeszło 1000 stron) naprawdę trudno jest przełożyć na język filmu. Naprawdę byłem ciekaw interpretacji Muschettiego, która już z miejsca otrzymała większy budżet. I nie zawiodłem się, bowiem zeszłoroczne To okazało się jednym z najlepszych horrorów mainstreamowych ostatnich lat. Fabuła skupia się na wydarzeniach z pierwszej połowy książki, w której to młodzi bohaterowie dopiero odkrywają, kim jest Pennywise’a, czyli tytułowe monstrum. Twórcy nadali filmowi wizualnej głębi, skoncentrowali się na psychospołecznym ujęciu i zarysowali wiarygodną opowieść inicjacyjną. W tym miejscu warto też pochwalić młodych aktorów (szczególnie Sophię Lillis w roli Bev), od których bije niezwykła chemia i autentyczność.. Chciałbym kiedyś w polskim kinie zobaczyć tak uzdolnione dzieciaki. W demonicznego klauna wcielił się Bill Skarsgård, którego kreacja – podobnie jak Curry’ego – przeszła już do kanonu kina grozy. To w końcu straszy jak powinien, a niektóre sceny z jego udziałem wciąż trudno jest wyrzucić z pamięci.

Warto także wspomnieć, że druga część filmu planowana jest na jesień 2019 rok, a wśród gwiazd zainteresowanych produkcją jest Jessica Chastain, która miałaby zagrać dorosłą Bev.

Ocena: 8/10


26996797_1614521521925090_1842262165_n10. Mięso,
reż. Julia Ducournau

Mięso nie tylko doskonale wpisuje się w trend postgatunkowego kina grozy – unikającego wszelkich możliwych szablonów – ale jest też imponującym debiutem reżyserskim Julii Ducournau. Film można streścić jako metaforyczną opowieść o dojrzewaniu i seksualnej inicjacji, wpisującą się w konwencję kanibalistycznego horroru. Poza tym Mięso pod kątem audiowizualnym prezentuje się niezwykle okazale (tutaj na pierwszy plan wyłania się hipnotyczna ścieżka dźwiękowa Jima Williamsa), a sam motyw przemiany introwertycznej wegetarianki w gustującą w ludzkim mięsie femme fatale jest iście odjechany. Reżyserka umiejętnie operuje też czarnym humorem, podkreślając jednocześnie metaforyczno-satyryczny kontekst całej opowieści. Zamiast odtwórczego slashera, Ducournau zaserwowała widzom bardzo stylowe kino artystyczne – krwiste i zadziwiająco smaczne.

Ocena: 8/10


26940538_1614521518591757_46949580_n09. Uciekaj!,
reż. Jordan Peele

Trzeci i ostatni już horror na mojej liście, który – podobnie jak Mięso – pogrywa sobie na przyzwyczajeniach widzów. Peele nakręcił obraz, który mówi dużo więcej o kwestiach rasowych niż niejeden film o niewolnictwie. To kolejny doskonały przykład kina postgatunkowego, które trudno jest jednoznacznie zaszufladkować. Uciekaj! sprawdza się zarówno jako horror (pełen onirycznych, naprawdę niepokojących obrazów dopełniony odrobiną gore), jak i satyra społeczna, wyśmiewająca stereotypy związane z pochodzeniem czy klasowością. Wiele osób niesłusznie określiło ten film jako rasistowski, bowiem dotyka delikatnego tematu, który nie do końca mieści się w ramach politycznej poprawności. Reżyser w sposób ironiczny i inteligentny ukazuje tę tendencję, choć nawet na tej płaszczyźnie zachowuje ostrożność. W końcu Uciekaj! to kolejne filmowe rozliczenie z niechlubną częścią historii Ameryki. Powstało odważne, oparte na dysproporcjach dzieło, w którym strach wywołują nie rzeczy nadprzyrodzone, a przyziemne, z którymi konfrontujemy się po dziś dzień.

Ocena: 8/10


KINÓWKI.pl

08. Logan: Wolverine,
reż. James Mangold

James Mangold nakręcił western o upadającym herosie, utrzymany w konwencji opowieści drogi dziejącej się w postapokaliptycznym świecie. To zarazem ogromny powiew świeżości we współczesnym kinie superbohaterskim, jak i wielkie pożegnanie dwóch ikonicznych kreacji w tym uniwersum.

(…) Dla wielu fanów Marvela „Logan“ nie będzie wymarzonym filmem o Rosomaku, ale pomimo kilku dotkliwych „szram”, to wciąż najlepszy przekład jego historii. James Mangold nakręcił najdojrzalszy obraz z serii „X-Men”, który wyłamuje się z gatunkowych konwenansów. Na dorosłą formę wpłynęły nie tylko wulgarny język czy brutalność, ale też motywy, jakie twórcy przemycili do swojego dzieła. Problem starości i przemijania, afirmacja rodzinnych wartości, a nawet subtelnie zarysowany problem uchodźctwa – wszystkie te wątki zmierzają do jasnej konkluzji. Wraz z odejściem Hugh Jackmana i Patricka Stewarta kończy się pewna epoka w kinie superbohaterskim. (…)

RECENZJA

Ocena: 8/10


26994940_1614521508591758_838854423_n07. Baby Driver,
reż. Edgar Wright

Po nakręceniu parodystycznej trylogii Cornetto, składającej sie z Wysypu żywych trupów, Hot Fuzz i To już jest koniec, Edgar Wright postanowił wskoczyć na nieco inne obroty. Dosłownie. Reżyser na całe szczęście nie zrezygnował ze swojego szalonego podejścia i zaserwował widzom wysokooktanowe kino samochodowe, będące fuzją wielu – na pozór niemożliwych do połączenia – gatunków. Baby (fantastyczny Ansel Elgort) jest kierowcą na zlecenie u lokalnego mafiosa (Kevin Spacey) specjalizującego się w napadach na banki. Sytuacja zmienia się, kiedy to po nieudanym skoku, tytułowy bohater zmuszony jest ratować wszystko, o co do tej pory walczył. Brzmi tendencyjnie? Tylko pozornie. Zacznijmy od tego, że Baby chodzi non stop ze słuchawkami w uszach, a przez życie prowadzi go muzyka. Każda przewijająca się piosenka jest logicznie wkomponowana w fabułę, a dodając do tego dynamiczne pościgi samochodowe całość ogląda się ze szczęką na podłodze. Generalnie film pod kątem montażu to absolutny majstersztyk. Przez pierwszą połowę Baby Driver przypomina sensację z odrobiną musicalu i komedii w tle, ale w obrazie Wrighta znalazło się też miejsce dla romansu i thrillera. Tytułowy bohater po feralnej akcji musi chronić swoją ukochaną (Lily James) przed kierowanym rządzą zemsty psychopatą. Wtedy film zmienia się w rasowy dreszczowiec klasy B przywodzący na myśl Autostopowicza Roberta Harmona. Wright jest obecnie jednym z najbardziej kreatywnych twórców obecnego pokolenia, którego siłą jest nieograniczona wyobraźnia, dystans i pasja. W Baby Driver czuć to niemal na każdym zakręcie.

Ocena: 8/10


KINÓWKI.pl

06. Blade Runner 2049,
reż. Denis Villeneuve

Reżyser Sicario i Nowego początku nakręcił jeden z najlepiej wyglądających filmów w historii kina, z ogromnym szacunkiem potraktował literacki pierwowzór Phillipa K. Dicka, a przy tym pieczołowicie oddał wizualizację świata z pierwszego Blade Runnera Ridleya Scotta.

(…) Czy warto było nakręcić antyblockbuster za 150 milionów dolarów? W konfrontacji z literackim pierwowzorem Dicka i klasykiem Ridleya Scotta, „Blade Runner 2049” wychodzi obronną ręką. Dla wielu fanów franczyzy była to sztuka nie do wykonania, ale wystarczyło zaangażować do produkcji odpowiednie osoby, by powstało dzieło godne wspomnianych twórców. Może nie tak wybitne, ale równie inteligentne i angażujące. Denis Villeneuve konsekwentnie rozwija świat oraz bohaterów, ale dalej trzyma się estetyki pierwszego filmu. Nawet pomimo przeszło trzech dekad, taka wizja filmowego cyberpunku – retrofuturystyczna, skąpana w neonach, hologramach i syntezatorach – wciąż jest świeża i efektowna. (…) Choć cyberpunk już na stałe zapisał się w kanonie popkultury, to dopiero wraz z premierą nowego „Blade Runnera” przeżył prawdziwy renesans.

RECENZJA

Ocena: 8/10


KINÓWKI.pl

05. Thor: Ragnarok,
reż. Taika Waititi

Taika Waititi nawet przy tak dużym budżecie (180 mln dolarów) potrafi bawić się konwencją i stworzyć bezpretensjonalne kino superbohaterskie, w którym liczy się przede wszystkim dobra zabawa. Na całe szczęście w Ragnaroku reżyser zachował swój charakterystyczny styl, podtrzymując zarazem status „dużego dziecka współczesnego kina”.

(…) Nowozelandczyk przeprowadził na nowym „Thorze” eksperyment i stworzył komedię fantasy utrzymaną w stylistyce lat 80. Jest więc kolorowo, kiczowato, a z głośników wylewają się syntezatory wsparte rockowym szlagierem w postaci „Immigrant Song” Led Zeppelin. (…) Taika Waititi nakręcił kino bardzo autorskie, niestroniące od absurdalnego humoru i odwołań do popkultury lat 80. Osoby zaznajomione z twórczością reżysera (Co robimy w ukryciu, Dzikie łowy) z miejsca odnajdą się w tym świecie, ale nie wiadomo, czy reszta widzów w pełni zrozumie jego intencje. „Thor: Ragnarok” to „Flash Gordon” naszych czasów – dzieło samoświadome, przezabawne, będące kwintesencją filmowego campu. Szaleństwo w najlepszym wydaniu.

RECENZJA

Ocena: 8+/10


KINÓWKI.pl

04. Dunkierka,
reż. Christopher Nolan

Po zawodzie, jakim okazał się Interstellar, Christopher Nolan powraca z filmem wojennym, który wyłamuje się z wszelkich schematów gatunkowych. Dunkierka to reżyserski triumf i jeden z najbardziej przerażających obrazów wojny w historii kina.

(…) Nolan ukazuje studium strachu totalnego i by uwiarygodnić go na ekranie nie potrzebuje drastycznych środków (…). Nie ważne, czy będą to sceny bombardowania, czy ukrywania się w przyrdzewiałym kutrze – celem reżysera jest ukazanie bezradności i beznadziei, a nie klasycznych obrazów przemocy, do których przyzwyczaił nas m.in. „Szeregowiec Ryan” Stevena Spielberga. Realizm w Dunkierce definiowany jest na nieco innych płaszczyznach, dlatego też film przypomina bardziej psychologiczny dreszczowiec, aniżeli kino wojenne. (…) Christopher Nolan w „Dunkierce” obalił status quo kina wojennego – zbudował wielopoziomową narrację, rozłożył historię na kilku bohaterów, a przemoc zastąpił szerokim ujęciem psychologicznym. Nie dziwne więc, że część widzów mogła czuć się oszukana przez reżysera. Zresztą, nie pierwszy już raz. Współczesne kino potrzebuje takich oszustów – ukazujących nowy punkt widzenia, wywracających do góry nogami gatunkowe ramy X muzy. Innymi słowy: wizjonerów.

RECENZJA

Ocena: 9/10


26996811_1614521515258424_613608926_n03. Manchester by the Sea,
reż. Kenneth Lonergan

Lonergan w Manchester by the Sea z ogromną wrażliwością i nutką naturalizmu oddaje relacje międzyludzkie. I tak Lee, grany przez Caseya Afflecka, po śmierci swojego brata wraca do rodzinnego miasta, by zająć się osieroconym bratankiem. Jednak ta wydawałoby się klasyczna, rodzinna tragedia sprawia, że główny bohater musi zmierzyć się nie tylko z obecną sytuacją, ale też własną przeszłością. Powrót na „stare śmieci” aktywizuje u Lee dawne wspomnienia, z którymi nigdy się nie uporał – to dla niego pewnego rodzaju środowiskowa terapia wstrząsowa. Obraz Lonergana stoi przede wszystkim aktorstwem. Casey Affleck (za tę rolę otrzymał w pełni zasłużonego Oscara) gra człowieka wycofanego i wypalonego, w którym zahibernowane zostały ogromne pokłady złości, głównie do samego siebie. Jednak każde jego zetknięcie się z przeszłością pobudza w nim odruchy ludzkie. Opieka nad bratankiem (Lucas Hedges) stawia go ponownie w roli ojca, a spotkanie z byłą żoną (mistrzowska Michelle Williams) ukazuje daremną próbę wspólnego porozumienia. Ta druga scena konfrontacji jest zresztą najmocniejszą w całym filmie – z tych niedopowiedzianych słów i ciągłych zająknięć można wyczytać niemal wszystkie emocje, które targają tymi postaciami. Nie uzewnętrzniają ich w pełni, ale nie dlatego, że nie chcą. Po prostu nie potrafią. Warto również dodać, że w tych trudach codzienności reżyser znajduje też miejsce na odrobinę czarnego humoru, co najlepiej widać w błyskotliwych dialogach między Lee, a jego bratankiem, Patrickiem. Manchaster by the Sea to przede wszystkim film o wcielaniu się w nowe role społeczne oraz pokonywaniu dawnych traum. Kino gorzkie i przejmujące, wymagające pełnego emocjonalnego zaangażowania, ale przede wszystkim niezwykle mądre.

Ocena: 9/10


26942745_1614521545258421_267526023_n02. John Wick 2,
reż. Chad Stahelski

Nie ma i raczej nigdy nie będzie tak stylowego filmu akcji, jakim okazał się John Wick 2. I tak, piszę to z pełną świadomością. Kontynuacja losów „Baby Jagi“ koncentruje się już nie na samym bohaterze, a poznawaniu mikroświata zabójców – kodeksu, etyki oraz paradoksów w nim funkcjonujących (swoją drogą zgrabnie wykorzystywanych przez twórców). Podział klasowy oraz grupy mafijne, posiadające własne cechy, przypominają nieco struktury znane z powieści urban fantasy. Dzięki temu cały świat przedstawiony ma potencjał na znacznie większą franczyzę (na ten moment zapowiedziana została premiera trzeciej części filmu oraz serial The Continental). Fabuła obrazu jest oczywiście pretekstem do ukazania efektownego baletu śmierci w wykonaniu tytułowego bohatera, ale tym razem twórcy postanowili nakręcić coś na wzór artystycznej sensacji i o dziwo taka koncepcja sprawdziła się tu bezbłędnie. Film wygląda rewelacyjnie, a strona wizualna zapiera dech nie tylko w scenach akcji (Keanu Reeves pomimo 52 lat na karku dalej jest w świetnej kondycji). Kadry, nawet te statyczne, wypełnione są detalami – eksponują różne formy sztuki oraz subtelną symbolikę, ale przede wszystkim zachwycają bogatą paletą neonowych barw. Drugi rozdział Johna Wicka niespodziewanie okazał się również interesującym mariażem kulturowym, w którym zazębiają się elementy kultury elitarnej i masowej (świetnym tego przykładem okazała się konfrontacja w Rzymie oraz finał w muzeum). Da się to również zauważyć nie tylko w obrazach, ale też ścieżce dźwiękowej autorstwa Tylera Batesa i Joela J. Richarda. Sountrack to fuzja elektroniki, gitarowych riffów oraz muzyki klasycznej, co doskonale słychać w takich tematach jak Coronation czy La Vendetta. John Wick 2 to pięknie nakręcone, wysmakowane i niezwykle satysfakcjonujące danse macabre – absolutny wzór w swoim gatunku.

Ocena: 10/10


26994920_1614521541925088_285902124_n01. La La Land,
reż. Damien Chazelle

Damien Chazelle już w Whiplash udowodnił, że z pozornie prostej historii o pogoni za ambicjami można stworzyć intrygujące kino, które hipnotyzowało dynamicznym montażem i ścieżką dźwiękową. O dziwo zeszłoroczny La La Land ma kilka cech wspólnych z wyżej wspomnianym dziełem. To również jest opowieść o aspiracjach, której przygrywają jazzowe klasyki, ale tym razem reżyser postanowił skoncentrować się nie na dążeniu do perfekcji, a spełnienia. Muzyka jest tu więc subtelniejsza, mniej agresywna i odnosi się do kanonu musicalu pokroju Deszczowej piosenki. Przynajmniej przez pierwszą połowę filmu. Sebastian i Mia, pianista jazzowy i początkująca aktorka – dwie odmienne osobowości, które połączyła pasja. Już od pierwszych wspólnych scen można dostrzec, że między bohaterami iskrzy, a jest to zasługa naturalnej chemii między Emmą Stone a Ryanem Goslingiem. Chazelle na początku wykorzystuje wizualizacje z klasycznych musicali – jest więc kolorowo, chwilami nawet baśniowo, a na pierwszym planie śledzimy gorzejący romans. Jednak im dalej w las, tym reżyser skłania się w stronę naturalizmu. Kolory stają się wypłowiałe, jazz uderza w nowoczesne tony, a miłość zamienia się w przeszkodę uniemożliwiającą osiągnięcie artystycznego spełnienia. Tutaj twórcy nawiązują m.in. do New York, New York Martina Scorsesego. Chazelle w La La Land na oczach widza dokonuje dekonstrukcji musicalu, wrzuca do jednej opowieści charakterystyczne motywy i konwencje, a w konsekwencji tworzy film kompletny, będący hołdem dla tego gatunku. Imponuje również strona formalna, szczególnie muzyka Justina Hurwitza oraz zdjęcia Linusa Sandgrena. Panowie będąc w ciągłej symbiozie kreślą wiarygodny przekrój różnych stylistyk audiowizualnych i podobnie jak reżyser doskonale rozumieją założenia tego gatunku.

La La Land to subtelny taniec tradycji i współczesności, w którym splata się gorzki naturalizm i magia klasycznego musicalu. Kino kompletne, dopracowane na każdej możliwej płaszczyźnie, chwytające za serce. Słowem: arcydzieło.

Ocena: 10/10

 


Kolejny cykl moich podsumowań właśnie zbliżył się ku końcowi. W trakcie pisania tego rankingu zauważyłem, że na liście umieściłem produkcje czterech moich ulubionych reżyserów, tj. Edgara Wrighta, Denisa Villeneuve, Taika Waititiego oraz Christophera Nolana. Wielu z Was, drodzy czytelnicy, może uznać, że zrobiłem to intencjonalnie. Prawda jest taka, że zanim zabieram się za pisanie jakiegokolwiek zestawienia, najpierw wypisuję w swoim kajecie wszystkie interesujące mnie pozycje. Potem na drodze wartościowania wybieram potencjalną dziesiątkę, której ostatecznie nadaję kolejność. Tak naprawdę nie myślę wtedy o nazwisku reżysera, tylko o emocjach, jakie wywołał u mnie dany film. Cieszy mnie zatem fakt, że wyżej wspomniani twórcy są w tak świetnej formie i nawet pomimo współpracy z większymi studiami nie schodzą z pewnego artystycznego pułapu (jak Waititi czy Wright). Oby takich niespodzianek nie zabrakło też i w tym roku.

Łukasz „Geralt” Jakubiak


Post Scriptum dłuższe niż zwykle:

[SUPLEMENT] Serialoteka Geralta AD 2017

Czytelnicy, którzy zapoznawali się wcześniej z moimi rankingami, wiedzą, że nie zawsze mam czas na oglądanie seriali i śledzę wyłącznie te, które faktycznie wzbudziły moje zainteresowanie. Tym razem jednak postanowiłem podsumować rok na małym ekranie za pomocą krótkiego rankingu, a nie opisu, jak to miałem w zwyczaju. Dodam jeszcze, że omawiam wyłącznie te sezony, które mogły rozpocząć się w 2016, ale zakończyły się w 2017 roku. Tradycyjnie lwia część z oglądanych przeze mnie serii to adaptacje komiksów lub książek, więc niech nie zdziwi Was nieobecność takich pozycji jak Better Call Saul czy Narcos. Kiedyś postaram się je nadrobić.

WARTO obejrzeć:

Amerykańscy bogowie, sezon 1. Serial pogłębia rys psychologiczny bohaterów oraz uwspółcześnia strukturę świata z literackiego klasyka Neila Gaimana. Więcej o produkcji możecie przeczytać w mojej RECENZJI. Ocena: 8+/10.

The Punisher, sezon 1. Surowy, mroczny i realistyczny – to nie jest klasyczny przekład komiksu Marvela. Steve Lightfoot (Narcos) stworzył wielowątkową opowieść nie tyle o Punisherze, co o Franku Castle. Ocena: 8/10.

Legion, sezon 1. Wyśmienici Dan Stevens i Aubrey Plaza w najbardziej szalonej adaptacji komiksów Marvela. Pełna świeżych pomysłów – zarówno audiowizualnych, jak i fabularnych – opowieść o telepacie-schizofreniku. Ocena: 8/10.

Castlevania, sezon 1. Doskonale sprawdza się jako preludium do serii, ale te cztery krótkie odcinki – choć świetne – pozostawiają z uczuciem niedosytu. Castlevania to bodaj pierwsza naprawdę udana ekranizacja gry. Ocena: 7/10.

The Expanse, sezon 2. Drugi sezon The Expanse okazał się jeszcze lepszy od poprzedniego. Twórcy konsekwentnie zawiązują polityczną intrygę i pogłębiają relacje między bohaterami. Space opera, kryminał i horror w jednym – to obecnie jeden z najlepszych seriali sci-fi dostępnych na rynku. Ocena: 8/10.

Wataha, sezon 2. Pierwszy sezon był zaledwie dobry, drugi zaś nie tylko wypełnia luki pozostawione przez poprzednika, ale oferuje też ciekawszą historię. Mocny thriller z naszego podwórka stylizowany na skandynawskie kryminały. Ocena: 8/10.

Stranger Things, sezon 2. Z jednej strony ten sezon skoncentrował się na pogłębianiu relacji między bohaterami, z drugiej zaś – pomimo o wiele większego zagrożenia – zabrakło w nim jakiejkolwiek tajemnicy. Mały zawód, choć to wciąż dobra rozrywka. Ocena: 7/10.

Gra o tron, sezon 7. Już dawno nie bawiłem się tak dobrze podczas oglądania Gry o tron. Twórcy w końcu połączyli wątki większości bohaterów, seria nabrała tempa, a cały sezon został utrzymany w tonie B-klasowego, choć dalej efektownego fantasy. Ocena: 8/10.

Doctor Who, sezon 10. Nowa towarzyszka i pożegnanie dwunastego Doctora, w którego przez trzy sezony wcielał się Peter Capaldi. Było kilka słabszych odcinków, ale seria dalej trzyma dobry poziom. Ocena: 7/10.

MOŻNA obejrzeć:

Dark, sezon 1. Tak, wiem, że wielu osobom podobał się ten serial. Dark to mroczny kryminał w klimacie filmów Davida Finchera oraz science-fiction o podróżach w czasie w jednym. Stara się być świeży, ale niestety efekt końcowy psują łopatologiczne rozwiązania. Ocena: 6/10.

Tabu, sezon 1. Brudna XIX-wieczna sceneria i ciekawy wątek interkulturowy (szkoda, że niewykorzystany) to zdecydowanie największe atuty tej serii. No i jest jeszcze dobrze zwiastująca intryga polityczna, która z czasem zaczyna popadać w truizmy. Wyłącznie dla fanów Toma Hardy’ego . Ocena: 6/10.

The Defenders, sezon 1. O wiele lepszy od Iron Fist, ale daleko w tyle za solowymi perypetiami pozostałych Defenderów. Szkoda w tym wszystkim Sigourney Weaver, której potencjał aktorski nie został wykorzystany w MCU. Ocena: 6/10.

Shingeki no Kyojin, sezon 2. Animacja dalej robi wrażenie, walki są ekscytujące, a kilka twistów nawet daje radę. Szkoda tylko, że twórcy zaczynają traktować widza bardzo niepoważnie, a z bohaterów robią topornych „myślicieli”. Ocena: 6/10.

Rick i Morty, sezon 3. Nie jestem fanem tego serialu i nie ukrywam, że traktuję go jako niezobowiązującą rozrywkę. Ten sezon jest strasznie nierówny, ale nawet mimo to wciąż oferuje niemało śmiechów oraz błyskotliwych rozwiązań. No i oczywiście odcinek z Pickle-Rickiem – absolutnie bezbłędny. Ocena: 6/10.

Sherlock, sezon 4. Po prostu: niezły sezon, który rozczarowuje jako finał całego serialu. Oczywiście nie brakuje tu twistów czy ciekawych złoczyńców, ale Moffat i Gatiss postanowili na szybko odbębnić tę serię. Szkoda. Ocena: 6/10.

Agents of S.H.I.E.L.D, sezon 4. Czwarty sezon Agentów nawet pomimo świetnego występu Robbiego Reyesa vel Ghost Ridera okazał się najsłabszym w historii serialu. Starcie ze sztuczną inteligencją rodem z bieda-wersji Terminatora okazało się niewypałem. Ocena: 5+/10.

NALEŻY unikać:

Iron Fist, sezon 1. Ogrom dłużyzn i zbędnych ekspozycji, fabularny bałagan i bijąca na kilometr naiwność. No i najważniejsze, brak dystansu. Warto wspomnieć, że twórcą serialu jest niejaki Scott Buck, czyli największa zakała MCU, do którego wrócę za moment. Ocena: 4/10.

Inhumans, sezon 1. Od czego by tu zacząć… Karnak uprawiający marihuanę, Gorgon zadający się z surferami, Medusa bez włosów, Maximus na tle scenografii wyjętej z Teatru Telewizji. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Brawo, panie Buck. Ocena: 2/10.

Preacher, sezon 2. Kazanie wciąż jest puste, ale odrobinę lepsze od poprzedniego. Podobało mi się wprowadzenie wątku syna Cassa i bezbłędnie oddany Herr Starr, w którego wcielił się Pip Torrens. A tak poza tym bez zmian – dalej wieje nudą. Ocena: 4+/10.

Wikingowie, sezon 4. Wraz z czwartym sezonem oficjalnie zakończyłem moją przygodę z Wikingami. Ragnar-narkoman to nic w porównaniu do tego, co twórcy zaserwowali widzom na przełomie dwóch ostatnich lat. Pomijam oczywiście fakt, że serial już na dobre zrezygnował z jakichkolwiek wartości historycznych. Ocena: 3/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s