[RANKING] SZYBKA TRÓJKA – Marvel Cinematic Universe A.D. 2017

Marvel Studios z roku na rok wypuszcza coraz więcej produkcji poszerzających ich uniwersum i choć ostatni okres okazał się dla nich – przynajmniej ilościowo – naprawdę owocny, to marka zaliczyła kilka artystycznych wtop na małym ekranie. Iron Fist oraz Defenders obniżyły poziom serii Netfliksa, oferując jedynie tanią i niezobowiązującą rozrywkę dla zagorzałych fanów.  Sytuacja ta może jednak ulec zmianie wraz z listopadową premierą The Punisher. W stacji ABC sprawa wygląda znacznie gorzej. Druga połowa czwartego sezonu Agents of S.H.I.EL.D. pozostawiała wiele do życzenia (i nawet powrót Ghost Ridera w finale nie odbił go od bylejakości), a potworka w postaci Inhumans najlepiej jest przemilczeć. Nadzieją może okazać się Runaways, który zadebiutuje na stacji Hulu już pod koniec listopada.  Serial ma opowiadać historię nastolatków, którzy muszą zmierzyć się ze swoimi rodzicami należącymi do złowrogiej organizacji.

MCU

A jak jest z poziomem filmów Marvela? W tym roku studio wypuściło aż trzy produkcje wchodzące w skład uniwersum: Strażników Galaktyki vol. 2, kolejny reboot Spider-Mana oraz trzecią odsłonę przygód Thora. Z tej okazji postanowiłem, zamiast pojedynczych tekstów,  przygotować zestawienie, w którym pokrótce zrecenzuję wyżej wspomniane filmy. Zatem, jakby to powiedziała Walkiria:


KINÓWKI.pl

Strażnicy Galaktyki vol. 2,
reż. James Gunn

(premiera w Polsce: 05.05.2017)

James Gunn w drugiej odsłonie Strażników Galaktyki postanowił spuścić nieco z komediowego tonu. Oczywiście pewne elementy nie uległy większej zmianie – dalej jest kolorowo, Baby Groot to ucieleśnienie słodyczy, a z walkmana Star Lorda wciąż wybrzmiewają przeboje z lat 80. Za to sama historia obrała już inny kierunek. Z jednej strony obserwujemy rozwój siostrzanej relacji Nebuli (Karen Gillan) oraz Gamory (Zoe Saldana), z drugiej zaś osobistą konfrontację Petera Quilla (Chris Pratt) z Ego (Kurt Russell), jego zaginionym ojcem. W międzyczasie przewija się też wątek Yondu (kapitalny Michael Rooker) oraz szopa Rocketa (Bradley Cooper), których – jak się potem okazuje – zaczyna łączyć braterska więź. Jest jeszcze Drax (rozczulający Dave Bautista), będący już nie tyle osiłkiem, co opiekunem „domowego ogniska” w drużynie. Na drugim planie nie zabrakło też nowych bohaterów, którzy doskonale wpisują się w tę space-operową konwencję. Tutaj prym wiodą obdarzona mocą empatii Mantis (Pom Klementieff) oraz Ayesha (Elizabeth Debicki), niezdarna i nadgorliwa kapłanka rasy Suwerennych. Poza tym twórcy wykazali się niemałą pomysłowością przy tworzeniu szwarccharakteru. Przez lwią część filmu nie wiadomo, kto tak naprawdę jest głównym złoczyńcą, a scenarzyści przez ten czas umiejętnie „odbijają piłeczkę” zostawiając widzom fałszywe poszlaki. To nieczęsto spotykane rozwiązanie w kinie superbohaterskim. Wszystkie te segmenty składają się w zgrabnie poprowadzoną opowieść o wartości rodziny, chwilami bardzo intymną i dramatyczną, ale niestety niepozbawioną wad. Mniej więcej w połowie filmu siada tempo, intryga się rozłazi, a ilość wątków staje się przytłaczająca – fabuła pierwszej części pod tymi względami była lepiej wyważona. Na całe szczęście wszelkie niedociągnięcia rekompensuje finał – efektowny, chwilami wręcz osjanistyczny, będący kwintesencją kina Nowej Przygody.

Gunn wykorzystuje części składowe poprzednika – świetnie napisane postacie, popkulturowe nawiązania, humorystyczny ton – i rozwija je w myśl klasycznego sequela. Ale czy więcej, szybciej, głośniej oznacza lepiej? Nie tym razem, choć Strażnicy Galaktyki vol. 2 to wciąż dobra rozrywka dla wielbicieli kosmicznych przygód.

7/10


KINÓWKI.pl

Spider-Man: Homecoming,
reż. Jon Watts

(premiera w Polsce: 14.07.2017)

Człowiek Pająk w końcu wrócił na „stare śmieci”, nie tylko w dosłownym znaczeniu. Peter Parker w Homecoming to typowy nerd, który wciąż „jara się” swoimi supermocami – interpretacja postaci trzyma się więc komiksowych paradygmatów, choć dostosowanych do obecnego pokolenia. Nie jest już licealistą wyglądającym na 30-latka (jak do było w przypadku Tobeya Maguire’a czy Andrew Garfielda), tylko dzieciakiem, który zmaga się z typowymi dla swojego wieku problemami. Randki, przelotne miłostki, przyjaźnie, szkolne konkursy, upierdliwi hejterzy – generalnie cały wątek obyczajowy został poprowadzony z odpowiednią lekkością. Tom Holland, który wciela się w Petera a.k.a. Spider-Mana, doskonale odnajduje się w swojej roli, a udowadnia to już w pierwszych minutach filmu. Pajęczak przypomina widzom sławetną rozróbę z Wojny bohaterów, ale z nieco innej perspektywy – scena ukazana jest bowiem w formie filmiku nagranego komórką. Pomysł świeży i niezwykle zabawny, który świetnie portretuje tę postać. Warto przy tym wspomnieć, że twórcy nie serwują widzom powtórki z rozrywki – próżno szukać tu kolejnej sceny śmierci wujka Bena czy niekończących się moralitetów o odpowiedzialności. Zamiast tego scenarzyści zmniejszyli skalę fabuły i pozwolił sobie na pewne niedomówienia. Spider-Man jednocześnie zmaga się z lokalnym złoczyńcą oraz poszukuje mentora, który pomógłby mu odnaleźć się w rzeczywistości, nie tylko tej superbohaterskiej. Na zastępczego ojca wybiera w pierwszej kolejności Tony’ego Starka vel Iron Mana (granego oczywiście przez Roberta Downeya Jr.). Peter ciągle prosi go o porady, wyczekuje nowej misji z Avengerami i w w końcu, jak przystało na nastolatka, postanawia się zbuntować, by samodzielnie uporać się z czyhającym w mieście zagrożeniem. Oczywiście jego samowolka niesie za sobą poważne konsekwencje. W Vulture’a, złodzieja technologii, wcielił się Michael Keaton i na ten moment jest on jednym z najlepiej napisanych łotrów w MCU. Jego motywacje poznajemy na samym początku filmu i wynikają one z typowo ludzkich pobudek. Z czasem jednak okazuje się być nie tylko złoczyńcą, z którym można się utożsamiać, ale też drugim mentorem Petera – w ich pierwszej słownej utarczce zostało zawartych niemało życiowych prawd. Niestety nowy Spider-Man nie ustrzegł się kilku potknięć. Jako kino obyczajowe radzi sobie świetnie – bywa zabawne i błyskotliwe – ale nieco gorzej wypada jako film superbohaterski. Sama historia jest składna i konsekwentna, ale sekwencje akcji rażą już sztucznością i chwilami wydają się strasznie pretekstowe. Na całe szczęście nie to w obrazie Wattsa okazuje się najważniejsze.

Homecoming sprawdza jako opowieść inicjacyjna, pełna trafnych obserwacji społecznych oraz uniwersalnych prawd. Watts już w swoim poprzednim filmie, Cop Car sprzed dwóch lat, umiejętnie zaaplikował elementy kina familijnego do thrillera. I tę konfrontację dziecięcej niewinności ze światem dorosłych można też zaobserwować w nowym Spider-Manie. Producenci Marvela nie raz udowadniali, że mają nosa do kreatywnych twórców i tym razem również nie zawiedli. Studio dało nam „Pajęczaka z sąsiedztwa”, którego od lat wypatrywaliśmy.

8/10


KINÓWKI.pl

Thor: Ragnarok,
reż. Taika Waititi

(premiera w Polsce: 25.10.2017)

Zadziwiające jest to, że Marvel odważył się zatrudnić do nakręcenia trzeciej części Thora tak łebskiego i twórczego gościa, jakim jest Taika Waititi. Dwie poprzednie odsłony, wyreżyserowane kolejno przez Kennetha Branagha oraz Alana Taylora, są uznawane za jedne z najsłabszych produkcji w uniwersum, a jedyną rzeczą, która w nich się udała, to nakreślenie postaci Lokiego. Nie ma co się dziwić, bowiem z materiału, gdzie pierwsze skrzypce gra dumny bóg piorunów, naprawdę trudno jest cokolwiek ukręcić. Na szczęście dla Waititiego nie ma rzeczy niemożliwych i nawet z tak podniosłego wątku, jakim jest zbliżająca się zagłada Asgardu, można zrobić coś rozrywkowego. Nowozelandczyk przeprowadził na nowym Thorze eksperyment i stworzył komedię fantasy utrzymaną w stylistyce lat 80. Jest więc kolorowo, kiczowato, a z głośników wylewają się syntezatory wsparte rockowym szlagierem w postaci Immigrant Song Led Zeppelin. Istny odlot. Jednakże nie tylko stylistyka filmu uległa metamorfozie, ale też bohaterowie. Thor, grany przez Chrisa Hemswortha,  tym razem jest chodzącą autoparodią, zbiorem najlepszych cech z poprzednich części ukazanych z przymrużeniem oka. Najlepiej jednak wypada w zestawieniu z Lokim (Tom Hiddleston) oraz Hulkiem (Mark Ruffallo) – generalnie relacje między tymi postaciami zostały poprowadzone na modłę rasowego buddy movie, a film wskakuje na jeszcze wyższe obroty wraz z pojawieniem się nowych twarzy. A tych nie brakuje. Pijąca na umór Walkiria (Tessa Thompson), ciapowaty Arcymistrz (arcymistrzowsko zagrany przez Jeffa Goldbluma), przechodzący kryzys tożsamości Skurge (Karl Urban) i wreszcie najwięksi rewolucjoniści tego uniwersum – Korg i Miek (w tego pierwszego wcielił się sam Waititi!). Nie można też zapomnieć o Heli, pierwszej antagonistce w MCU. Zła do szpiku kości bogini śmierci nie wychodzi poza schemat przeciętnego złoczyńcy Marvela, ale dzięki charyzmie i dystansowi Cate Blanchett dobrze wpisuje się w konwencję filmu. A jak już jesteśmy przy słabszych elementach, to największą bolączką nowego Thora okazuje się montaż. Niektóre sceny zostały połączone ze sobą bardzo umownie, bez sensownego kontekstu, co może wywołać u widzów niemałą konsternację. Dziwne, że podczas dokrętek żaden montażysta tego nie wypatrzył. Niezadowoleni mogą być też komiksowi puryści, szczególnie za zbyt sielankowe potraktowanie materiału źródłowego przez twórców, czyli komiksów Ragnarok oraz Planet Hulk.

Taika Waititi nakręcił kino bardzo autorskie, niestroniące od absurdalnego humoru i odwołań do popkultury lat 80. Osoby zaznajomione z twórczością reżysera (Co robimy w ukryciu, Dzikie łowy) z miejsca odnajdą się w tym świecie, ale nie wiadomo, czy reszta widzów w pełni zrozumie jego intencje. Thor: Ragnarok to Flash Gordon naszych czasów – dzieło samoświadome, przezabawne, będące kwintesencją filmowego campu. Szaleństwo w najlepszym wydaniu.

8+/10


Marvel zakończył ten sezon w naprawdę wielkim stylu i nie ma zamiaru zwalniać tempa. Na przyszły rok zostały już zapowiedziane trzy filmy: Czarna Pantera (reż. Ryan Coogler, premiera; 14.02.2018), Avengers: Infinity War (reż. Anthony i Joe Russo; premiera: 26.04.2018) oraz Ant Man and the Wasp (reż. Peyton Reed; premiera: 03.08.2018). Czy będą to równie udane produkcje? Nie omieszkam napisać o tym w sierpniu, przy okazji kolejnego zestawienia.

Reklamy

2 myśli na temat “[RANKING] SZYBKA TRÓJKA – Marvel Cinematic Universe A.D. 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s