RECENZJA – Nowy początek (2016)

KINÓWKI.plNowe początki, wielkie horyzonty

Polski tytuł nowej produkcji Denisa Villeneuve (w oryginalnym tłumaczeniu Arrival oznacza Przybycie) kieruje  w stronę widza niezamierzony metakomunikatywny przekaz. Nowy początek może się odnosić nie tylko do fabularnej klamry filmu, ale też do zmian, które czekają na reżysera Sicario oraz Labiryntu. Po surrealistycznych produkcjach oraz ponurych thrillerach, Villeneuve postanowił zanurzyć się w klimatach science-fiction, a za cel obrał sobie adaptację utworu, wielokrotnie nagradzanego*, Teda Chianga. Pierwowzorem Nowego początku jest opowiadanie Historia twojego życia, ukazujące kontakt z obcą cywilizacją poprzez przełamywanie barier lingwistycznych. Trzeba przyznać, że taka koncepcja – choć nowatorska na papierze – mogła być trudna do przełożenia w filmie. O ile opowiadanie było przesiąknięte naukowym żargonem (co nie sprawdziłoby się na ekranie), o tyle jego interpretacja skupia się na nieco innych elementach. Więcej tu empirycznych doświadczeń, a sam kontakt ma bardziej globalny zasięg. Poza tym o wiele lepiej został też zaakcentowany metafizyczny wydźwięk utworu.  Takim sposobem z części składowych opowiadania Chianga powstał kameralny i refleksyjny dreszczowiec science-fiction.

Punktem wyjściowym fabuły jest pojawienie się tajemniczych obiektów, przypominających olbrzymie głazy, które zawisły na ziemskim niebie. Rządy świata, choć część z nich skora jest do rozpętania międzygatunkowego konfliktu, wpierw postanawiają zwerbować naukowców, by wejść w kontakt z przybyszami. Jednym z nich jest Louise Banks (świetna Amy Adams), specjalistka w dziedzinie lingwistyki, której celem jest określenie faktycznych intencji Obcych. W odkrywaniu nowego języka towarzyszą jej fizyk Ian Donnelly (Jeremy Renner) oraz pułkownik Weber (Forest Whitaker).

cbcf1690-f008-11e6-9dc4-93d034bbc67a_20170213_Arrival_ExtendedPreview

Narracja filmu została rozłożona na dwie, zazębiające się płaszczyzny. Pierwsza z nich koncentruje się na poznawaniu ośmiornicopodobnych przybyszy, jak również ukazywaniu – ciągle pogarszających się – nastrojów społecznych. W drugiej zaś śledzimy historię Louise – jej relację z córką oraz osobistą tragedię. Wątek ten, wydawałoby się nieco oderwany od fabuły filmu, okazuje się klamrą domykającą całą historię. By zbytnio nie spoilerować, warto wspomnieć, że dotyczy on motywu względności czasu. Całe te metafizyczne rozważania – zarówno w Nowym początku, jak i opowiadaniu Chianga – nie są na szczęście tak banalne i przypadkowe jak w Interstellar Christophera Nolana, a w kameralnej scenerii wybrzmiewają naprawdę wiarygodnie. Ciężar opowieści spoczywa na barkach postaci granej przez Amy Adams, która – idąc tropem kreacji Emily Blunt w Sicario – stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jednak w tym przypadku finał jej historii nie jest tak gorzki jak w poprzednim filmie Villeneuve. Wciąż daleko mu do szczęśliwego zakończenia, ale tym razem można nazwać go optymistycznym.

Równie okazale prezentuje się strona formalna filmu. Przestrzenne ujęcia z helikoptera, niespieszna eksploracja wnętrza statku i w końcu pierwsze pojawienie się obcych, najpierw w postaci cieni wyłaniających się z mgły, a potem olbrzymich, mackowatych stworów – pierwszy kontakt z przybyszami to inscenizacyjny majstersztyk, a każdy kolejny podtrzymuje tę enigmatyczną otoczkę. Villenevue wraz z nowym operatorem, Brandfordem Youngiem (Selma), perfekcyjnie buduje napięcie, niejednokrotnie popadając w oniryczno-kontemplacyjny nastrój. Całość dopełnia ścieżka dźwiękowa autorstwa niezastąpionego Jóhanna Jóhannssona – utrzymana w symfonicznych tonacjach, podparta ambientowymi dźwiękami.

review-arrival-696x464

Amy Adams

Villeneuve porzucił stereotyp „filmowego Schopenhauera” i tym razem postanowił poprowadzić ludzkość nie w stronę dekadencji – jak to miał w zwyczaju – a wyzwolenia. Takie posunięcie wpłynęło nie tylko na zmianę artystycznego kierunku reżysera, ale też oryginalność samego filmu. Siła Nowego początku leży w jego przewrotnym charakterze – w tej opowieści przybysze z innej planety nie muszą być nastawieni ekspansywnie, a siłowe rozwiązania nie zawsze bywają tymi najskuteczniejszymi. W końcu, jak można usłyszeć w jednej ze scen, język jest podstawą cywilizacji, spoiwem łączącym ludzi, pierwszą bronią w każdym konflikcie. To właśnie ten brak efekciarstwa na korzyść subtelniejszych środków – czy to fabularnych, czy audiowizualnych – wartościuje nowe dzieło Villeneuve do miana jednego z najlepszych filmów science-fiction trwającej dekady. A to dopiero początek. Po Tedzie Chiangu reżyser bierze na warsztat twórczość Phillipa K. Dicka oraz Franka Herberta. Pierwszy zwiastun Blade Runner 2049 nie zapowiada spadku formy, a Diuna w jego interpretacji może zyskać nowy oddech. Po udanym starcie z Nowym początkiem można śmiało stwierdzić, że Villeneuve ma rękę do kanonu fantastyki.

9/10

*) Ted Chiang od 1990 roku był wielokrotnie nagradzany w dziedzinie literatury fantastycznej (m.in. za Historię twojego życia). Otrzymał m.in. nagrody Nebuli, Locusa oraz Hugo.

TOP 5 – Najlepsze filmy Denisa Villeneuve

Reklamy

2 uwagi do wpisu “RECENZJA – Nowy początek (2016)

    • A ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Aktorzy nie mieli za wiele do zagrania (poza Amy Adams) i wypadli wiarygodnie (nawet Whitaker-ekspozycja w roli klasycznego „trepa”). Można się czepiać, że drugi plan blednie na tle całego filmu, a cała historia kręci się wokół Louise, ale w takiej formie narracyjnej sprawdza się to naprawdę dobrze.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s