RECENZJA – Disperse „Foreword” (2017)

15220222_10154326241134751_2498972392523305459_nOdświeżona kadencja

Disperse rozpoczęło swoją działalność z niemałym przytupem – interesujący start w postaci Promo 2008, wydany rok później pełnoprawny album, Journey Through The Hidden Gardes, oraz wspólna trasa z Riverside podczas Anno Domini High Definition Tour. Grupa oscylowała wówczas wokół melodyjnych form metalu progresywnego, a trzonem zespołu była dwójka zdolnych – wtedy jeszcze – nastolatków: Jakub Żytecki oraz Rafał Biernacki. Jako jedyni okazali się również stałą składową Disperse. Cztery lata później na płycie Living Mirrors zespół odszedł w struktury bardziej intelektualne, ukierunkowane na djent. Taki przeskok nie wszystkim przypadł do gustu, szczególnie fanom debiutanckiego wydawnictwa, ale przyciągnął za to nowych słuchaczy. Po kolejnej, również czteroletniej przerwie, grupa postanowiła znaleźć złoty środek i nieco zunifikować swoje brzmienie. I tak tegoroczny Foreword zestawia ze sobą nowocześniejsze formy z niemałą dawką melodyjności. Na tym jednak zmiany się skończyły. Tym razem do składu dołączyli basista Bartosz Wilk oraz Mike Malyan, perkusista brytyjskiego Monuments.

Nowy krążek Disperse zaskakuje eklektycznym podejściem. Muzycy sprawnie przeskakują z różnych płaszczyzn muzycznych, a sam materiał okazuje się być dużym powiewem świeżości w nowoczesnym prog metalu. Nie brakuje zatem stricte djentowych form, w których dominują popisy Jakuba i Rafała (Surrender, Bubbles), ale też umiejętnie wkomponowanych elementów muzyki etnicznej (Stay, rewelacyjny Kites), jazz-fusion (Tomorrow, rozłożysty Does It Matter How Far) oraz popu ze zmyślnie wykorzystaną elektroniką (tutaj prym wiodą przebojowe Tether i Neon, jak również Sleeping Ivy, będący ciekawym połączeniem dubu z soft rockiem w klimatach Toto). Najlepiej z całego albumu wypada jednak Gabriel – bujający riff zgrabnie współgra z selektywną sekcją rytmiczną, a całość domyka imponujące solo na gitarze.

Za realizację materiału odpowiada Jakub Żytecki i trzeba przyznać, że Foreword brzmi profesjonalnie – kompozycje są żywe i dużo w nich przestrzeni, a poziomu produkcji nie psuje nawet tak szeroki przekrój gatunkowy. Niestety ta ostatnia cecha ma też swoje minusy, szczególnie na płaszczyźnie kompozycyjnej. Elektro-popowe wojaże muzyków, choć odważne i pełne ciekawych rozwiązań, nie zawsze wybrzmiewają z rozbudowanymi sekcjami. Zdarzają się też melodyczne dłużyzny (chociażby w Does It Matter How Far), które można byłoby nieco skrócić, a sam materiał nie straciłby, a nawet zyskałby na dynamice. Takie detale, wydawałoby się błahe, mają duży wpływ na strukturę albumu.

Koniec końców nowa „twarz” Disperse okazała się niezwykle atrakcyjna – płyty słucha się bardzo dobrze, nie jest przekombinowana, ale przede wszystkim wyróżnia się na tle innych wydawnictw z pogranicza djentu. Słychać, że grupa wciąż poszukuje swojej tożsamości, ale zmierza w dobrym kierunku. Być może tytułowa „Przedmowa” to jedynie mały przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli się o tym przekonać za kolejne cztery lata.

7+/10

Disperse-band-005-Katarzyna_Wilk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s