[RECENZJA] Nie oddychaj (2016)

KINÓWKI.pl

Po omacku

Świat o nim usłyszał za pośrednictwem Panic Attack! – krótkometrażówki o ataku gigantycznych robotów (sic!) – potem został reżyserem odświeżonej odsłony pewnego klasyka Sama Raimiego, a teraz można określić go człowiekiem renesansu dla kina grozy. Fede Alvarez już w Martwym złu wykorzystał schematy znane z serii i stworzył jeden z najlepszych współczesnych remaków, będący zarówno hołdem, jak i reinterpretacją oryginału z 1981 roku. Urugwajczyk w swoim festiwalu gore co rusz zwodził widzów, a w szczególności fanów popularnej franczyzy – jego wizja była bardzo pomysłowa, choć nie wszystkim przypadła do gustu. W Nie oddychaj również wykorzystuje gatunkowe klisze, ale tym razem zamiast na makabrze, skupia się na budowaniu napięcia.

Alvarez słusznie wybrał na miejsce akcji Detroit – miasto, które w 2013 roku ogłosiło bankructwo. Anarchia i bezprawie na pustych ulicach wydają się być na porządku dziennym, a sytuację polityczną wykorzystuje trójka lokalnych złodziei. Ich dobra passa zmienia się wraz ze skokiem na domostwo ślepego weterana, który ukrywa w nim nie tylko pieniądze, ale też demony przeszłości.

Główna oś fabularna przypomina nieco Doczekać zmroku, ale tym razem więźniem we własnym mieszkaniu nie jest piękna Audrey Hepburn, a były żołnierz po przejściach, którego w żadnym razie nie można nazwać ofiarą. Podobnie jak w klasyku Terence’a Younga, ciemność okazuje się być jego sprzymierzeńcem, natomiast dom regularnym polem bitwy. Stephen Lang stworzył bardzo wyrazistego psychopatę – z jednej strony przeraża aparycją i zwierzęcą wręcz zapalczywością, a z drugiej wywołuje autentyczne współczucie. Im bardziej widz wnika w przeszłość ślepca, tym bardziej rysuje mu się portret człowieka zniszczonego przez system. W jego świecie nie ma Boga, jak sam stwierdza w jednej ze scen. Wizja moralności, reprezentowanej przez postać Langa, jest więc odbiciem źle zaadaptowanej rzeczywistości, która okazuje się głównym wrogiem każdego z bohaterów.

stephen-lang-in-dont-breathe1
Stephen Lang

Strony szybko się zmieniają, a ofiarami w całym starciu stają się złodzieje. Ich główną motywacją jest ucieczka z miasta, pozbawionego perspektyw na normalne życie. Kiedy jednak trafiają na ślepca jedyną potrzebą staje się znalezienie wyjścia z domu, nawet kosztem swojej wolności (w jednej ze scen włamywacze starają się wezwać policję). Postacie grane przez Jane Levy (demoniczna Mia z Martwego zła tym razem w roli zdeterminowanej Rocky) oraz Dylana Minnette (Alex) są sprawnie poprowadzone – już od pierwszych scen wzbudzają sympatię, a w sytuacji zagrożenia myślą logicznie i zachowują zdrowy rozsądek. To ostatnimi czasy rzadko spotykana cecha w kinie grozy. Bohater Daniela Zovatto (Money) jest w filmie tylko zapalnikiem, który ma zainicjować konflikt z weteranem, co sugeruje nie tylko zwiastun, ale też jego – niegrzeszące inwencją – imię.

Dużą zaletą Nie oddychaj są nie tylko dobrze napisane postacie, ale też fabularna przewrotność. Alvarez czerpie garściami z klasyków gatunku (Azyl, Ostatni dom po lewej czy wyżej wspomniany Doczekać zmroku) i przewraca do góry nogami ich poetykę – zmienia strony, bawi się w przejmowanie inicjatywy zachowując przy tym narracyjną spójność. Kiedy gra w ciuciubabkę nabiera tempa, reżyser pokazuje ogromny warsztat – tak wykorzystuje elementy scenerii, by widz już do końca seansu czuł nóż na gardle. W budowaniu przestrzeni pomagają doskonałe zdjęcia Pedra Luque – dynamiczne pod kątem oświetlenia, bezbłędnie oddające klaustrofobiczną atmosferę filmu. Ucieczka przed psem w szybie wentylacyjnym oraz konfrontacja w piwnicy to inscenizacyjne perełki, które trudno będzie wyrzucić z pamięci.

dontbreathetrio-0
Od lewej: Daniel Zovatto, Jane Levy, Dylan Minnette

Można narzekać na przydługi wstęp, odrobinę logicznych nieścisłości czy naciąganą symbolikę, ale nie zmienia to faktu, że Alvarez nakręcił obraz oryginalny i wyróżniający się na tle współczesnych dreszczowców. W Nie oddychaj reżyser łamie schematy, po mistrzowsku operuje przestrzenią i daje widzom jednego z najciekawszych psychopatów w historii kina. Takiego filmu nie powstydziłby się Wes Craven czy John Carpenter, a Fede Alvarez już teraz jest godnym kontynuatorem (lub też reinterpretatorem) ich tradycji. Zaprawdę, prawdziwy człowiek renesansu.

8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s