RECENZJA – Legion samobójców (2016)

7741478.3Quo Vadis?

Producenci Warnera, po dwóch pompatycznych produkcjach w postaci Człowieka ze stali i Batman v Superman oraz cięgach zebranych od krytyków, postanowili zmienić nastrój filmowego uniwersum DC. O dziwo nagły zwrot nastąpił w tym roku, krótko po premierze tej drugiej adaptacji. Ekipa odpowiedzialna za Legion samobójców, która w sierpniu zeszłego roku ogłosiła zakończenie zdjęć do filmu, postanowiła wrócić na plan w celu zrobienia „dokrętek”. Krążyły plotki, że powodem takiej decyzji było nakręcenie większej ilości materiału o humorystycznym wydźwięku, jednak David Ayer, reżyser produkcji, z miejsca je zdementował. Okazało się, że i w nich ukryte było ziarno prawdy. Po premierze Legionu samobójców i kolejnej fali krytyki wyszły na jaw informacje dotyczące wyrzucenia dużej ilości materiału z wersji kinowej oraz nachalnej ingerencji studia w pracę Ayera. Pierwotna wizja filmu przewidywała spójniejszą historię i mniejszą ilość gagów. Problemom nie było końca, a szalę goryczy przelało oskarżenie muzyków Die Antwoord o bezprawne wykorzystanie ich wizerunku przy kreowaniu postaci Jokera i Harley Quinn. Wydawać by się mogło, że na twórców przeszło fatum Fantastycznej Czwórki Josha Tranka.

Coś „nie pykło”

Te wyżej wspomniane „dokrętki” są zauważalne zarówno na płaszczyźnie fabularnej, jak i technicznej, a w tym drugim przypadku wyraźnie kuleje montaż. Film jest tak chaotyczny, że chwilami ma się wrażenie losowości w łączeniu poszczególnych scen. Tempo oraz ton filmu  też są nieregularne. Przez pierwszą połowę Ayer tworzy coś na wzór Dnia próby,  sprawnie ukazując skorumpowany światek uniwersum oraz tytułowych antybohaterów. Każda postać dostaje kilka chwil na ekranie, a ich ekspozycja – w większości przypadków – jest wiarygodna i angażująca. Jednak wraz z pojawieniem się głównego złoczyńcy film popada w schematy typowe dla kina superbohaterskiego. Antagonista jest nieciekawy i zły z natury, mroczny ton produkcji nagle się rozmywa, a zamiast tego obserwujemy akcje rodem z serialowego Power Rangers. Do tego dochodzi wyraźnie wymuszony humor, który nijak pasuje do dramatyzmu niektórych postaci. Nieco zawodzi też strona audiowizualna. O ile efekty specjalne po prostu są, o tyle „sytuacyjne” utwory zaczynają po jakimś czasie męczyć. Oczywiste wybory pokroju Fortunate Son Creedence Clearwater Revival, Bohemian Rhapsody w interpretacji Panic! At The Disco czy Without Me Eminema nie cieszą, a irytują, choć w niektórych przypadkach (m.in. You Don’t Own Me w wykonaniu Grace i G-Eazy’ego) należy pochwalić twórców za samoświadomość i podkreślenie pulpowego wydźwięku produkcji.

Dobrzy, źli i… zatraceni

Na szczęście w tej beczce pełnej dziegciu znalazło się też niemało miodu. Tytułowy Legion samobójców wypada na ekranie naprawdę dobrze – bohaterowie przy pierwszym spotkaniu wchodzą w interakcje, czuć między nimi naturalną chemię. Widać, że Ayer, twórca Bogów ulicy i Furii, ma duże doświadczenie w pokazywaniu dynamicznych relacji kumpelskich. Barwni bohaterowie nadają filmowi luźniejszego tonu, ale cięcia dokonane przez producentów nieco rozmyły wizję reżysera.

642252_1.1

Bardzo dobrym rozwiązaniem okazało się przedstawienie niejednoznacznej osobowości poszczególnych postaci. I tak zatracona w szaleństwie Harley Quinn (rewelacyjna Margot Robbie) tęskni za normalnością, Floyd Lawton a.k.a. Deadshot (wiarygodny Will Smith) przechodzi moralny kryzys, a El Diablo (Jay Hernandez) walczy ze swoim poczuciem winy. To najlepiej zagrane i poprowadzone postacie, którym bliżej jest do antybohaterów niż złoczyńców. Ogromnym zaskoczeniem okazał się Jai Courtney jako Kapitan Boomerang, który udowodnił, że niesłusznie nazywany jest porażką Hollywood. Jego postać wprowadza do filmu nieco dynamiki i dobrego humoru, a sam aktor doskonale czuje się w swojej roli. Od Amandy Waller – inicjatorki Task Force X, czyli tytułowego Legionu samobójców – bije charyzma i pewność siebie. Viola Davis, znana z ról twardych kobiet, z powodzeniem wciela się w polityczną manipulatorkę.

Niestety w tej szalonej ekipie są też słabsze ogniwa. Tutaj największym zgryzem jest niewykorzystany potencjał Enchantress, która w całej historii odgrywa – o dziwo – znaczącą rolę. Carze Delevigne brakuje uroku  – jako spaczona wiedźma wygląda nieźle (szczególnie w finałowych scenach), ale jako June Moone jest nieprzekonująca, przez co jej związek z Rickiem Flagiem wydaje się mocno wymuszony. Ten zresztą, grany przez Joela Kinnamana, również niewiele ma do zaoferowania. Zgrywa twardziela, a dla Task Force X jest jak „dama w opałach” pokroju Lois Lane z Człowieka ze stali. O Killer Crocu (Adewale Akinnuoye-Agbaje) i Katanie (Karen Fukuhara) niewiele można powiedzieć. Wyglądają dobrze, mają kilka niezłych scen, ale ich historie zostały ledwie tknięte przez twórców. Na epizod Slipknota (Adam Beach) rzucam zasłonę milczenia, choć z drugiej strony wątpię, by wśród widzów znaleźli się wierni fani tej postaci.

Klaun, zakochany klaun*

Joker w interpretacji Jareda Leto jest dobry, choć w jego grze można odczuć maniery Heatha Ledgera z Mrocznego Rycerza. Nie brakuje mu jednak cech, które wyróżniają go na tle filmowych poprzedników. Jego romans z Harley Quinn jest toksyczny, ale cholernie autentyczny – z jednej strony opiera się na emocjonalnej manipulacji, z drugiej na obsesyjnym zauroczeniu. To zasługa świetnej chemii między Leto a Robbie, którzy pomimo groteskowej otoczki, potrafią być niezwykle czarujący. Ukazanie wrażliwej osobowości Jokera to oryginalny zabieg, który aż prosi się o rozwinięcie. Tak czy siak, aktor wywiązał się z zadania – główny przeciwnik Batmana jest skrzyżowaniem celebryty i szalonego gangstera, a sceny z jego udziałem przykuwają uwagę. Szkoda tylko, że jest ich niewiele, a większość została już pokazana w zwiastunach. Fani, którzy uważnie śledzili każdy materiał związany z Legionem samobójców, mogą wyjść z seansu mocno rozczarowani.

642249_1.1

Ekipa do skreślenia (?)

Koniec końców z pomysłu, który był skazany na porażkę – tak samo jak powołanie Task Force X – wyszła niezła produkcja, która daje iskierkę nadziei dla filmowego uniwersum DC. Legion samobójców stawia na luźniejszą formułę i choć jakościowo odstaje od ostatnich osiągnięć Marvela, to warto docenić główny zamysł filmu. Głównymi bohaterami są złoczyńcy – szaleńcy, mutanci, gangsterzy, psychopaci – którzy zostają schwytani głównie przez Batmana (epizodycznie Ben Affleck). Gdyby Ayer odważył się przedstawić Mrocznego Rycerza jako antagonistę, oparł historię na realistycznych rozwiązaniach i lepiej wykorzystał odwróconą konwencję herosa/zbira, otrzymalibyśmy produkcję, która łamie stereotyp kina superbohaterskiego. Niestety twórcy potraktowali to nieco po macoszemu. Za to z pełnym zaangażowaniem ogląda się te bardziej stonowane fragmenty, w których poznajemy genezę i motywację poszczególnych postaci – tu warto przytoczyć genialną scenę w barze. Dzięki takim „postojom” te szumowiny naprawdę da się polubić.

David Ayer zdołał stworzyć przyzwoitą rozrywkę, pełną popkulturowych odniesień i barwnych postaci. Choć Legion samobójców wydaje się niespełnionym snem, zniszczonym przez biurokratyczne kaprysy, to jako pierwszy odważył się pokazać radykalne zmiany w DCEU. Taki kierunek może okazać się kluczowy dla  innych twórców – Patty Jenkins, Jamesa Wana czy Zacka Snydera – którzy w najbliższych latach będą odpowiadali za rozwijanie tego uniwersum. Nie do końca wiadomo, gdzie to wszystko zmierza, ale najwidoczniej Warner nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

5+/10

P.S. Warto zostać do sceny po napisach.

*Z utworu Zakochany klaun Juniora & Diadema.
W życiu bym nie przypuszczał, że na łamach Blisko Kultury zacytuję pewien disco-polowy przebój, ale w trakcie pisania stwierdziłem, że refren tej piosenki doskonale oddaje treść tego akapitu.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “RECENZJA – Legion samobójców (2016)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s