RECENZJA – Arlon „Mimetic Desires” (2015)

11167852_998580540184846_685589206180311239_nW sidłach naśladownictwa

Z muzyką przemyślan zapoznałem się w 2013 roku podczas trwania VII. odsłony Festiwalu Rocka Progresywnego (jeszcze*) w Gniewkowie. Promowali wtedy swój debiutancki krążek – On The Edge. Grupa została przyjęta pozytywnie, choć nie obyło się bez echa krytyki. Zarzucano im powtarzalność i wyraźne inspirowanie się dokonaniami Riverside, co – patrząc przez pryzmat debiutu – można uznać za dużą pochwałę. Arlon został zapamiętany, a panowie niedługo potem zaczęli pracę nad nowym materiałem. W międzyczasie formację opuścił Paweł Szykuła (wokal), którego zastąpił – grający także na gitarze akustycznej – Wojciech Mandzyn. Na tym niespodzianki się nie skończyły, bowiem zespół zaprosił do współpracy gdańską orkiestrę Sinfonietta Consonus pod pieczą Michała Mierzejewskiego (Symphonic Theater Of Dreams, Explorations Jordana Rudessa). Nowy głos, większy rozmach, dobre przyjęcie na świecie – z taką motywacją Arlon zrobił drugi krok w swojej karierze, a jego następstwem okazało się wydanie Mimetic Desires.

Czytaj dalej

Reklamy

RECENZJA – Fates Warning „A Pleasant Shade Of Gray” (1997)

6e8f8d2447f818f57b00e235fac20f7e_lPerfekcyjna szarość

Lata 90. były okresem największego rozkwitu w prog metalu. W tej dekadzie powstały dzieła, które tworzyły kanon tego – dalej prężnie rozwijającego się – gatunku. Wystarczy wspomnieć o Images & Words Dream Theater, Wounded Land Threshold, Tyranny Shadow Gallery, czy o Parallels od Fates Warning. Tym ostatnim albumem – o dziwo – nie będę się zajmował, a nieco innym, niesłusznie pomijanym przez wielu fanów gatunku. 22 kwietnia 1997 roku (czyli równo 19 lat od premiery) grupa wydała A Pleasant Shade Of Gray.

Czytaj dalej

RECENZJA – Batman v Superman: Świt sprawiedliwości (2016)

7730589.3Niejasny (prze)świt

Olbrzymia kampania marketingowa, zapowiedź kolejnego kinowego uniwersum, gwiazdorska obsada… Autoreklama najnowszej produkcji Zacka Snydera pada nawet w filmie z ust samego Lexa Luthora: Najwspanialsza w dziejach walka gladiatorów. Bóg kontra człowiek. Dzień kontra noc. Od kilku miesięcy fani DC czekali na pojedynek dwóch najbardziej ikonicznych superbohaterów w historii kina i komiksu. Jedni wypatrywali Batman v Superman z nadzieją, inni – pamiętając chłodne przyjęcie Człowieka ze stali – z dużą obawą. Czy Snyder zasłużył na miano wizjonera i ojca uniwersum DCEU*?

Czytaj dalej

RECENZJA – Anima Tempo „Caged In Memories” (2016)

b7LZeiiWcale nie falstart

W dzisiejszych czasach z debiutami bywa różnie, a początki Anima Tempo – podobnie jak u innych raczkujących formacji – były długie, mozolne, ale za to bardzo owocne. Meksykanie stawiali swoje pierwsze kroki jeszcze w 2005 roku, gdy działali jako progresywny cover band Caustica X. Cztery lata później postanowili spróbować swoich sił jako niezależna grupa, nagrywając swoje premierowe demo Alas de Cristal. Wtedy też uformował się – niezmieniony po dziś dzień – skład Anima Tempo, który prezentuje się następująco: Gian Granados (śpiew, gitara), Dante Granados (gitara prowadząca, klawisze), Daniel González (gitara, growl), Pedro Vera (bas) oraz Antonio Guererro (perkusja). Panowie grali wtedy  progresywny death metal z elementami muzyki filmowej, a piosenki śpiewane były również w języku ojczystym. Pierwszy zarys ich premierowego longplay’a powstał w 2011 roku na demo Caged In Memories, na którym znalazła się także odświeżona wersja utworu Alas de Cristal. Na tę kompozycję natknąłem się kilka lat temu na YouTube i od razu spodobało mi się to, że wokalista śpiewa po hiszpańsku. Od tego czasu wiele się zmieniło. Formacja zaliczyła występy m.in. z Seventh Wonder, Amoral czy Between The Buried And Me, a ich debiutancki materiał trafił w bardzo dobre ręce. Za produkcję Caged In Memories odpowiada Nick Sampson, który współpracował wcześniej z takimi grupami jak: Asking Alexandria, Emmure czy Born of Osiris.

Czytaj dalej