RECENZJA – Sicario (2015)

7701350.3W Juarez nie ma miejsca dla bohaterów

Tegoroczny Sicario tylko pozornie nie różni się od pozostałych filmów Denisa Villeneuve. Reżyser, podobnie jak w Pogorzelisku czy Labiryncie, stara się zobrazować upadek ludzkiej moralności. Tym razem wykorzystuje scenerię meksykańskiego Juarez – miasta, w którym jedyną władzę stanowią kartele narkotykowe. Próżno jest szukać sprawiedliwości w miejscu, gdzie panuje anarchia, a śmierć wydaje się czymś normalnym. W sam środek tego piekła trafia agentka Kate Macer (Emily Blunt), która postanawia dołączyć do tajnej organizacji CIA, zajmującej się destabilizacją przestępczego syndykatu w Juarez. Wewnętrzna determinacja bohaterki okazuje się nieskuteczna w tym świecie, a jej bezsilność z biegiem fabuły zaczyna coraz bardziej odbijać się na samych widzach. Villeneuve, sprawnie wykorzystując gatunkowe kolaże, tworzy duszną i niepewną atmosferę, która towarzyszy nam już do końca seansu.

Sicario jest pewnego rodzaju reportażem, który śledzimy z punktu widzenia młodej agentki FBI. Kate, podobnie jak widz, stara się zrozumieć świat Juarez, a jej główną motywacją okazują się być idealistyczne pobudki oraz wiara w sprawiedliwość. Reżyser bez żadnych ugrzecznień pokazuje piekło na ziemi. Nie brakuje tu wymownych scen morderstw (powieszone ciała, które mają być formą ostrzeżenia), jak również ponurej wizji społeczeństwa, żyjącego w ciągłym strachu przed przestępczymi elitami. Wszystkie te cechy wpływają na realistyczny wydźwięk filmu Villeneuve. Obserwując ten brutalny świat zaczynamy wierzyć w motywy bohaterki, jednakże jej poświęcenie oraz próba zdobycia informacji od przełożonych okazują się nieskuteczne wobec odgórnie ustalonego systemu.

W konsekwencji istotnym wątkiem jest także konflikt o podłożu politycznym. Kate nie ma wpływu na wydarzenia, a decyzje związane z operacją podejmuje przywódca grupy uderzeniowej – Matt Graver (Josh Brolin) – oraz jego tajemniczy konsultant – Alejandro (Benicio Del Toro). Świat obydwu agentów jest przez dłuższą część filmu niedostępny dla widza, otrzymujemy tylko pewne poszlaki, które doprowadzają nas do rozwiązania intrygi – konsekwentnej, ale budzącej także etyczne wątpliwości.

592307.1

Wszystkie wyżej wymienione akcenty zostały umiejętnie rozłożone na trójkę bohaterów. Blunt stworzyła najbardziej wyrazistą kreację w swojej karierze – tworzy jedynie iluzję silnej bohaterki. Kate jest naiwna i szybko wpada w sidła manipulacji, a jej poświęcenie odbija się nie tylko na psychice, ale też wyglądzie. Brolin, po słabych rolach w Oldboy’u i drugiej części Sin City, powraca na aktorskie wyżyny i sprawnie wciela się w cynicznego przywódcę. Z całej trójki najlepiej wypada Benicio Del Toro jako Alejandro. Z jednej strony cichy „konsultant”, a z drugiej skuteczny żołnierz o socjopatycznych skłonnościach – to świetna, wielowymiarowa rola.

Sicario mógł wpaść w sidła reżyserskiej rutyny, ale dzięki oryginalnej formie wyróżnia się na tle innych produkcji Villeneuve. Choć film wpisuje się w konwencję mrocznego thrillera, to nie trzyma się wyłącznie tej formuły. Z jednej strony mamy obraz upadającej społeczności przywodzący na myśl Pogorzelisko, a z drugiej dreszczowiec z elementami filmu sensacyjnego, kina zemsty oraz horroru (akcja w tunelach). Nawet w pozornie niewinnej scenie w barze, Villeneuve szybko przypomina widzom, z jakim filmem mają do czynienia. Reżyserski kunszt, inteligentny scenariusz Taylora Sheridana i genialne zdjęcia Rogera Deakinsa (Labirynt) sprawnie budują gęstą, przytłaczającą atmosferę.

585266_1.1

Sceneria Juarez idealnie oddaje wizję piekła na ziemi, nadając filmowi – charakterystycznego dla Villeneuve – onirycznego charakteru. Śmierć na ulicach, ruiny zapomnianego świata oraz rodziny, dla których cierpienie jest codziennością. Diabeł, wysługując się kartelami, znalazł tam swoje siedlisko i nikt nie jest w stanie go wypędzić. Można z nim co najwyżej pertraktować, albo zabić jego cząstkę. Jakiejkolwiek decyzji byśmy nie podjęli, odbije się ona na naszym człowieczeństwie. W mieście, w którym ginie średnio 7000 osób rocznie, nie ma miejsca dla prawdziwych bohaterów.

Nowe dzieło Villeneuve zachwyca formą i realizacją, ale pozostawia nas także z fatalistycznymi rozterkami. Gdzie jest moralność i sprawiedliwość? Gdzie podział się Bóg? Na te i na inne pytania będziecie starali się odpowiedzieć jeszcze długo po seansie Sicario.

9/10  

Reklamy

4 uwagi do wpisu “RECENZJA – Sicario (2015)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s