RECENZJA – „Amerykańscy bogowie”, sezon 1 (2017)

american_godsBóg też człowiek i swoje potrzeby ma

Neil Gaiman to jeden z najtęższych umysłów współczesnej literatury fantasy. Choć scenariusze pisarza przewijały się już u wielu filmowców (m.in. u Hayao Miyazakiego czy Roberta Zemeckisa*), to nieco mniejszą popularnością cieszyły się adaptacje jego utworów. Jak dotąd (z powodzeniem) zostały przełożone: Gwiezdny pył (2007) oraz Koralina (2009), a na tegorocznym festiwalu w Cannes zaprezentowano Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach, oparty na opowiadaniu o tym samym tytule. Na małym ekranie sytuacja wygląda podobnie. Przeszło 20 lat temu na stacji BBC zagościł Nigdziebądź (1996), tania choć całkiem klimatyczna produkcja, której scenariusz był pierwowzorem powieści wydanej krótko po premierze serialu. W zeszłym roku zaś ukazała się czteroczęściowa miniseria w postaci Opowieści Neila Gaimana, ale niestety przeszła ona bez większego echa. Ożywienie wśród fanów pisarza pojawiło się dwa lata temu, kiedy to ogłoszono rozpoczęcie prac nad adaptacją Amerykańskich bogów. Serial miał na początku wyjść spod szyldu HBO, ale finalnie trafił pod skrzydła stacji Starz. To nie był jednak koniec dobrych wiadomości. Twórcami serii zostali Bryan Fuller (Hannibal) oraz Michael Green (Herosi), a scenariusz miał powstawać pod czujnym okiem samego Gaimana.

Czytaj dalej

Reklamy

RECENZJA – ZETA „ZETA” (2017)

19054906_979154882188190_2810218362910698598_oSynthpop a sprawa postmodernizmu

Już dawno nie było na rynku takiego debiutu – odnoszącego się do stylistyki lat osiemdziesiątych, a przy tym niezwykle świeżego, niebędącego zwykłą imitacją. ZETA to brytyjski projekt założony przez Katie Jackson oraz twórców związanych na co dzień ze sceną progmetalową, Daniela Tompkinsa (TesseracT) i Paula Ortiza (Chimp Spanner). Tym razem jednak zamiast ciężkich riffów i matematycznych ewolucji, muzycy uraczyli nas synthpopowym materiałem, odnoszącym się do kanonu tego gatunku. Można więc usłyszeć tu echa Depeche Mode, A-ha, a nawet Vangelisa, ale w skondensowanym i uwspółcześnionym wydaniu.

Czytaj dalej

SZYBKA TRÓJKA – Marvel Cinematic Universe A.D. 2017

Marvel Studios z roku na rok wypuszcza coraz więcej produkcji poszerzających ich uniwersum i choć ostatni okres okazał się dla nich – przynajmniej ilościowo – naprawdę owocny, to marka zaliczyła kilka artystycznych wtop na małym ekranie. Iron Fist oraz Defenders obniżyły poziom serii Netfliksa, oferując jedynie tanią i niezobowiązującą rozrywkę dla zagorzałych fanów.  Sytuacja ta może jednak ulec zmianie wraz z listopadową premierą The Punisher. W stacji ABC sprawa wygląda znacznie gorzej. Druga połowa czwartego sezonu Agents of S.H.I.EL.D. pozostawiała wiele do życzenia (i nawet powrót Ghost Ridera w finale nie odbił go od bylejakości), a potworka w postaci Inhumans najlepiej jest przemilczeć. Nadzieją może okazać się Runaways, który zadebiutuje na stacji Hulu już pod koniec listopada.  Serial ma opowiadać historię nastolatków, którzy muszą zmierzyć się ze swoimi rodzicami należącymi do złowrogiej organizacji.

MCU

Czytaj dalej

RECENZJA – Blade Runner 2049 (2017)

KINÓWKI.plRenesans cyberpunku

Po rewelacyjnym Nowym początku, Denis Villeneuve na dobre zanurzył się w nurcie science-fiction, ale o ile tam zmierzył się z minimalistyczną historią o kontakcie z obcą rasą, o tyle teraz podjął się o wiele trudniejszego zadania. Blade Runner Ridleya Scotta, pomimo 35 lat na karku, to wciąż dzieło ponadczasowe, które wprowadziło cyberpunk do kultury audiowizualnej. Choć film nie okazał się kasowym sukcesem (zarobił zaledwie 33 mln dolarów w USA), to jego kanoniczność z biegiem czasu uległa wzmocnieniu, nie tylko dzięki oddanym miłośnikom gatunku. Scott na przełomie tych kilku dekad wypuścił dwie wersje reżyserskie (kolejno w 1992 oraz 2007 roku), ścieżka dźwiękowa autorstwa Vangelisa stała się kanwą wielu reinterpretacji, a w 1997 roku pojawiła się nawet gra komputerowa, wyprodukowana przez Westwood Studios. Oczywiście Blade Runner nie zaistniałby bez literackiego pierwowzoru Phillipa K. Dicka i choć reżyser Ósmego pasażera Nostromo wykorzystał w obrazie jedynie niektóre motywy i postacie, to zachował filozoficzną głębię powieści. Villeneuve przy kręceniu kontynuacji musiał więc zmierzyć się zarówno z kultowym statusem marki, jak i oczekiwaniami fanów. Na całe szczęście okazał się człowiekiem na właściwym miejscu.

Czytaj dalej

RECENZJA – Dunkierka (2017)

KINÓWKI.plStudium strachu totalnego

Poprzedniemu filmowi Christophera Nolana, czyli Interstellar (2014), można naprawdę wiele zarzucić i nie zmieni tego nawet tak entuzjastyczny odbiór tej produkcji. Reżyser nie odnalazł się w nurcie hard sci-fi, oparł całą historię na absurdalnym motywie, a przy okazji w finałowym akcie wszedł na metafizyczne mielizny, burząc jednocześnie wydźwięk obrazu. Film był rozwleczony, arytmiczny, a od artystycznej klęski odbiły go dwie rzeczy: strona audiowizualna oraz dobre aktorstwo. Minęły cztery lata, a Nolan z klimatów fantastyczno-naukowych płynnie wskoczył w kino wojenne i tak powstała produkcja przybliżająca kulisy operacji „Dynamo”, jednej z największych akcji ratunkowych II wojny światowej. W swoim nowym dziele opowiada o próbie ewakuacji BEF-u*, wojsk belgijskich oraz francuskich z Dunkierki do Wielkiej Brytanii, ale nawet w tym wypadku nie trzyma się ściśle struktury gatunku. Twórca Incepcji po raz kolejny pogrywa na przyzwyczajeniach widzów (co od zawsze było jego domeną) i niestety w przypadku tak ważnego dla historii brytyjskiej wydarzenia, nie wszyscy przyjęli to z aprobatą. Krótko po premierze pojawiły się zarzuty, że jakoby twórcy celowo przekłamywali fakty, a sam film jest ugrzeczniony i nieangażujący. Czy są one uzasadnione?

Czytaj dalej

RECENZJA – Caligula’s Horse „In Contact” (2017)

51mRbtG2WaLNowy wymiar sztuki

Już od kilku ładnych lat z Australii napływa nowa fala prog metalu, która zaczyna redefiniować ten nurt. Wśród zespołów działających na tej scenie (obok m.in. Karnivool czy Teramaze) niemałą popularnością zaczął cieszyć się Caligula’s Horse z Brisbane. Grupa, dowodzona przez Jima Greya (wokal) oraz Sama Vallena (gitara), przez trzy pierwsze albumy krystalizowała brzmienie, opierając swoją muzykę na melodyce oraz rozbudowanej sekcji rytmicznej. Na przedostatnim wydawnictwie, Bloom z 2015 roku, muzycy postanowili wprowadzić nieco więcej partii akustycznych do kompozycji, dzięki czemu materiał okazał się przystępniejszy względem poprzedników*. Nie znaczy to jednak, że stracił na wartości, wręcz przeciwnie, był zarazem najdojrzalszym i najlepszym dziełem Australijczyków. Oczywiście do czasu wydania In Contact.

Czytaj dalej

RECENZJA – Threshold „Legends of the Shires” (2017)

thresholdlegendscdLegendy wyśnione

Ostatnie miesiące były dla Threshold wyjątkowo burzliwe. W lutym z grupy odszedł gitarzysta Pete Morten, zaś miesiąc później skład opuścił Damian Wilson, ich wieloletni wokalista, który w ciągu niemal trzydziestu lat działalności Brytyjczyków zaśpiewał łącznie na czterech albumach studyjnych*. Zespół ponownie zaczął tworzyć jako kwintet, a stanowisko za mikrofonem przejął Glynn Morgan. Dla fanów Threshold jest to postać znana, bowiem po raz pierwszy (i wtedy jeszcze jedyny) zaprezentował się na albumie Psychedelicatessen z 1994 roku. Co najlepsze, pomimo całego zamieszania, formacja nie straciła zapału i wraz z ogłoszeniem nowego wokalisty zapowiedziała dwupłytowe wydawnictwo. I tak na przekór aurze sceptycyzmu, która unosiła się wokół Legends of the Shires, powstał jeden z najlepszych albumów w dyskografii Threshold.

Czytaj dalej